10 lutego 2011

Zanim powiesz tak ;)

Od Luty 2011

Poradnik dobrej żony z 13 maja 1955 roku - "The Good Wife's Guide."

"Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego wieczora, tak by pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten sposób dajesz mu znać, że myślałaś o nim i przejmujesz się jego potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy wraca do domu i perspektywa dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania) to część niezbędnego ciepłego powitania.

Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego przyjście. Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie. Pamiętaj, że on właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył się na zmęczonych ludzi.

Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek.

Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część mieszkania.

Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itp. i odkurz stoły.

W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on mógł się zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni odpoczynku i porządku, co tobie również polepszy samopoczucie. Przecież dbanie o jego komfort przyniesie ci ogromną satysfakcję.

Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie (jeśli są małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je. To małe skarby i on chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki, suszarki i odkurzacza. Zachęć dzieci, by były cicho.

Uciesz się, że go widzisz.

Powitaj go ciepłym uśmiechem i okaż szczerość w twoim pragnieniu ucieszenia go.

Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz mu opowiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech mówi pierwszy - pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje.

Spraw, by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy wróci do domu późno lub wychodzi na kolację lub w inne miejsce bez ciebie. Spróbuj zrozumieć, że żyje w świecie napięć i stresu.

Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju i porządku, gdzie twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł.

Nie witaj go narzekaniem i problemami.

Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj, by się oparł na wygodnym fotelu lub by położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub ciepłego do picia.

Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów cichym, kojącym i miłym głosem.

Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować.

Dobra żona zawsze zna swoje miejsce."


Przyznajcie się Dziewczyny, czy jesteście dobrymi żonami?
Czy Wasi mężowie nie są witani przez szalejące z radości, piszczące i wieszające się nich dzieci? Rozczochrane, szczęśliwe do granic możliwości i z podkoszulkami na wierzchu?
Czy popołudnia w domu nie kojarzą Wam się z totalnym chaosem, który staracie się ogarnąć, kiedy już dzieci zasną w (niekoniecznie) swoich łóżkach?
Czy koszule Waszych mężów nie bywają czasami mokre od Waszych łez, a ich ramiona nie są najlepszym miejscem, aby wyrzucić z siebie wszystkie zmartwienia i problemy długiego dnia?
Czy kiedy Wasi mężowie wracają do domu, nie zamykacie się czasami w swojej sypialni, aby przez chwilę odtchnąć od całego świata?
Czy nie zdarza się Wam zarzucić mężów lawiną słów, zanim oni zdążą zdjąć buty i zakmnąć za sobą wejściowe drzwi?
Mnie się to wszystko zdarza ;) I moim Dzieciom również. Dlatego jesteśmy szczęśliwi, śmiejemy się głośno, a czasami głośno płaczemy i nie udajemy, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest. Mąż zaparza mi kubek ulubionej herbaty i usypia Dziewczyny, abym mogła dzisiaj napisać tutaj kilka słów. Wydaje się, że od powstania tego artykułu minęły lata świetlne, a przecież nie minęło jeszcze nawet pół wieku.

Dorotko, dziękuję Ci za przesłanie tego tekstu!
Dziewczyny, dzisiaj nieprzyzwoicie długo, ale musiałam :)
Dobrej nocy!

36 komentarzy:

  1. Oj, rocznik książki mówi sam za siebie, typowy przykład amerykańskiej żony lat 50-tych:-). Oglądam teraz serial Mad Men, akcja toczy się dokładnie w tych latach i obraz żony jest w nim dokładnie taki sam. Ale przyznać muszę, że lubię styl tamtych lat... w modzie;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się ze śmiechu:))) Mąż też:)

    Bardzo pomocne rady, aż szkoda, że to ja zawsze wracam ostatnia do domu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Majaizgraja, moda tamtych lat to esencja elegancji. I jeszcze lata 30-te!

    Magda, ;)

    Delie, ja też się popłakałam ;)

    Dobranoc!
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, z tego tekstu poradnika wynika, że jestem najgorszą żoną na świecie :( ha ha

    OdpowiedzUsuń
  5. rewelacja! :) zastanawiam sie czy sa jeszcze malzenstwa, ktore zyja wg takich wzorcow.. pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha no z tekstu sie uśmiałam :)) Szczególnie z hasła o układaniu poduszek i zdejmowaniu butów :))
    A ja należę do szczęśliwych żon będących na szczęście zaprzeczeniem tego "ideału" z opisu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaah czytałam już ten tekst :D wielkie wow! Nooo trochę przypomina opis takiej żony ze Stepford :p

    OdpowiedzUsuń
  8. no ja napewno "znam swoje miejsce ", ale to nie jest to miejsce , o które chodziło autorowi tekstu ! napisane z jednej strony nie tak dawno, z drugiej jednak w poprzednim wieku !

    OdpowiedzUsuń
  9. cuuudne:) choć u nas raczej model włoski :) ale podobnie jak Majaizgraja uwielbiam lata 50 w modzie i MadMenie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. o rany! padłam... nie wiem czy do jutra się podniosę pod ciężarem tego tekstu ;) dzieki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Magdaleno, urocze, prawda?

    eWo, nie Ty jedna!

    pewna taka, myślę, że są ;) Jestem prawie pewna.

    Anik, zaprzeczenie ideału w tym przypadku jest bliskie ideałowi współczesnej kobiety.

    Anuszko, i dzieci z innego świata. Nie mojego bynajmniej ;)

    Asiu, masz rację. Pół wieku, ale już nie naszego wieku.

    Cacaovo, model włoski kojarzy mi się z małżeństwem, którym rządzą emocje ;) Stereotypy!

    m.a.m.a., takie teksty pozwalają docenić czasy, w jakich żyjemy. I cieszyć się tym, co mamy ;)

    Dobrej nocy!
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  12. Ewo, czytałam to już wcześniej - w pamięć zapadnie mi na zawsze ta wstążka we włosach...ojej...i pomyśleć, że witam mojego męża nieuczesana, w bluzce prosto z linki z wszelkimi możliwymi zagięciami i świeżuteńkimi plamami obiadu, który jadła moja córka :D Rozwód murowany:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aż mnie zmroziło :) Dobrze, że mój M już śpi, bo jeszcze by mu się spodobał ten poradnik :)
    P.S
    I na dodatek sam nastawił dzisiaj zmywarkę i był zmuszony przebywać w jej hałasie...:)

    OdpowiedzUsuń
  14. o kurcze muszę się zastanowić zatem zanim powiem tak;) to zastanawiające, że w 1955 w Stanach były już zmywarki;))a na ten fragment było warto czekać:"Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować." :D:D dobre sobie;)
    fenomenalne te zasady!
    uściski
    J.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tam zawsze wygldam promiennie jak maz wraca z pracy (Martini). I szczerosc zawsze okazuje w moim pragnieniu ucieszenia go (brakiem obiadu).

    Dobre to, Ewo :)

    OdpowiedzUsuń
  16. hehe :) ależ się uśmiałam. Uważam, myślę że jestem nie najgorszą żoną dla swego męża właśnie dlatego że jestem jaka jestem.
    A jak sam mówi: z taką kurą domową to by się zanudził na śmierć ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę, że naszym męzom mógłby się ten poradnik spodobać. Mam wrażenie, że oni często walczą chociaż o namiastkę takiego traktowania, zaś kobiety walczą o całkiem co innego. Co gorsza obecnie młode dziewczyny nie są wcale przygotowywane do objęcia roli pani domu, matki i żony. Stąd później tak wiele konfliktów i rozwodów.

    OdpowiedzUsuń
  18. Powaliło mnie to na łopatki! Chyba sobie to wydrukuję, oprawię i powieszę na ścianie :)
    swoją drogą biedne te kobiety kiedyś były... dobrze, że żyjemy w innych czasach, bo tych poduszek, zdejmowania butów i podawania zimnego napoju bym chyba nie przeżyła!
    "Niech mówi pierwszy - pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje" - hahaha
    rozbawiłaś mnie do łez!
    za to mój mąż powiedział "no i tak powinno być!" ;))
    Buziaki Ewo!

    OdpowiedzUsuń
  19. Piegowata, ta wstążka jest dla mnie symbolem kobiecości w wymiarze, którego dzisiaj już nie ma. Poza wszelkimi zwyczajami, na które nigdy bym nie potrafiła się zgodzić jako współczesna kobieta, akurat tego wdzięku i subtelności coraz częściej brakuje u kobiet XXI wieku.

    Magdaleno, niewiarygodne, do ilu rzeczy musieli się w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat przyzwyczaić mężczyźni!

    Dotblogg, nie zwróciłam na to uwagi, ale rzeczywiście zmywarka w tamtych czasach ;) Babcia mojego M urodziła się w Stanach i przyjechała do Polski w wieku 6 lat, a był to rok bodajże 1920. Przywiozła ze sobą wówczas ulubioną interaktywną lalkę, która mówiła i która została przyjęta tutaj jak obiekt z dalekiej przyszłości lub z kosmosu. To mi uświadomiło, że nasze społeczeństwo i nasze kobiety zrobiły jeszcze większy krok w ciągu tego półwiecza niż amerykańskie panie domu ;)

    Karino, Martini ;) Uśmiecham się szeroko. I oczywiście wszystkie dzieci uśmiechnięte, spokojne, wyciszone i uczesane!

    Kacha, przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Pamiętaj, że w tamtych czasach panowie mieli w domach swoje grzeczne gospodynie, a nierzadko poza domem mniej grzeczne koleżanki ;)

    Anonimowy, nie miałabym nic przeciwko namiastce takiego traktowania, a feministką jestem umiarkowaną. Sztuka znalezienia złotego środka i umiaru. We wszystkim ;)

    Miłego dnia!
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  20. Emmo, ja myślę, że mimo tych wszystkich rozmarzonych męskic spojrzeń w trakcie czytania tego tekstu, po jednym dniu takiego traktowania, najzwyczajniej w świecie zatęskniliby za swoimi prawdziwymi kobietami i szalejącymi na ich widok dziećmi ;)

    Uściski,
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  21. o mamusiu, nie mogę przestać się śmiać! "i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty" :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. a ja sie wcale nie usmialam...wrecz przeciwnie!
    "Asia" nadmienila o "autorze" powyzszego tekstu....jestem pewna,ze napisal to FACET
    opisal swoje marzenia........
    pozdrawiam
    Joanna :)

    OdpowiedzUsuń
  23. A to w 55roku mieli już zmywarki? Ten tekst jest chyba współcześnie napisany, żeby właśnie ucieszyć nas jakie to wyzwolone jesteśmy.
    Ale z drugiej strony patrząc, gdyby rzeczywiście być taką żoną (ja niektóre standardy spełniamy:) ), to jaki wtedy byłby mąż???
    W Biblii jest napisane "żony bądźcie poddane swoim mężom, męzowie kochajcie swoje żony".. i gdy ze znajomymi zdarzało nam się na temat tego co znaczy być poddaną mężowi rozmaiwać, to mój mąż zawsze mówił: kochać żonę jest trudniej niż być komuś poddanym:):):) może coś w tym jest:) To oczywiście żarty!

    OdpowiedzUsuń
  24. Gosiu maik, właśnie dla tylu uśmiechów przy porannej kawie i wieczornej herbacie chciałam podzielić się z Wami tymi słowami ;)

    Joanno, jest dla mnie oczywiste, że napisał to facet ;) Żadna kobieta, nawet pogodzona ze swoją rolą "dobrej żony" nie publikowałaby takiej agitacji.

    Naczynie_gliniane, pierwsze zmywarki w amerykańskich domach pojawiły się w latach 50-tych, więc kto wie? Musiały być okropnie głośne ;) A kochać swoją żonę chyba nie jest trudniej niż kochać swojego męża. Jeśli to się udaje, cała reszta to już bułka z masłem ;)

    Pozdrawiam!
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  25. Porównując się do przytoczonego wyżej ideału wychodzi na to, że jestem FATALNĄ przyszłą żoną!
    ....i chyba bez szans na poprawę.


    Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować. MATKO!

    tak się cieszę, że czasy się jednak zmieniają :)

    Dziękuję, uśmiechną mi się dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Cozerko, Z pewnością obraz przerysowany, ale z pewnością zawiera okruchy prawdy i rzeczywistości tamtych czasów :)

    OdpowiedzUsuń
  27. witam, jaki niesamowity zbieg okoliczności łagodzących - temat "dobrej żony wg. wzoru na rok 1955 roku" poruszyłam w środę!!
    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. Ewo, u nas to jest dramat :) Bieg taty z pełnymi zakupów siatami i chłopcami uwieszonymi u szyi przez przeszkody z zabawek i jeszcze żona biadoląca, że znowu taki późny powrót :) Nie mówiąc już o tym, że z obiadu albo coś zostało, albo nie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ewa, ale sie usmialam... :-) jezeli to tak ma wygladac to u nas juz dawno powinien byc rozwod... !!! M

    OdpowiedzUsuń
  30. to ja już jestem po rozwodzie :(
    muszę nad sobą popracować hehehehhe
    dobre dobre ...

    OdpowiedzUsuń
  31. zapomniałam dopisać że jesteśmy już 15 lat po TAK .. może gdybyśmy o tym wczesniej wiedzieli ....

    OdpowiedzUsuń
  32. mówcie co chcecie ale ja tam się staram, męża nie mam ale jak partner wraca z pracy to obiad ciepły jest i dom się błyszczy, i wiecie co, dobrze mi z tym, a to chyba najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  33. "uciesz się" "okaż szczerość" " mów cichym głosem"... ten tekst to koszmar! Może dlatego nie widzę w nim nic śmiesznego, że brzmi nazbyt realnie... spotkałam paru mężczyzn którzy chętnie poddaliby się opisywanym zabiegom... a nie dane im było żyć w latach 50-tych.
    A najsmutniejsze, że były (i co gorsza są nadal) kobiety które rzeczywiście "znały swoje miejsce" i same dawały się wprzęgnąć w tą machinę "good wife"...

    OdpowiedzUsuń
  34. Elfii, nie wiedziałam ;) Ale już skomentowałam!

    Małgorzato, cudne!

    Mamsan, mój by się ze mną rozwiódł, gdyby to właśnie tak wyglądało ;)

    . Musiałabym przejść kompletnąn metamorfozę, aby sprostać takim wymaganiom. To brzmi gorzej niż szkoła przetrwania ;)

    Mikuniki, ja też się staram ;) Sprzątam i lubię przyrządzić smaczny obiad. Ale potrafię też położyć się z nogami w górze, przepaść na cały wieczór w swoim gabinecie i wytrwale obnstawać przy swoim zdaniu ;) Sztuka kompromisu i tolerancja, która działa w obie strony.

    Tlingit i Lucy, naprawdę? Ja na swojej drodze chyba nie spotkałam ani takiego wzorca, ani mężczyzny, który dobrze czułby się w takiej roli. Może jedno małżeństwo w wieku moich Dziadków. Gdyby to rzeczywiście było bliskie prawdy, byłoby bardziej niż przykre.

    Pozdrawiam,
    Ewa

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję ;)