12 listopada 2013

Spotkanie.

Smaki dzieciństwa przywołują wspomnienia.
Listopadowy chłód na ulicy Świętego Marcina.
Zielone tramwaje, w których nigdy nie milkły rozmowy.
Jeszcze ciepłe rogale na kuchennym stole.
Szklanka gorącej, słodkiej  herbaty z cytryną, którą tata stawiał obok świątecznych wypieków.
Nie pijam już słodkiej herbaty.
Szklanki zastąpiłam kubkami i filiżankami.
Nie marzniemy na tramwajowych przystankach.
Ale kiedy spotykamy się po kilkunastu latach, nadal nie milkną rozmowy.
Nie kończą się tematy.
Wracamy do domu w środku nocy, roześmiane i szczęśliwe.
Kiedyś przemykałyśmy na palcach obok sypialni rodziców, dzisiaj szeptem mijamy dziecięce pokoje.
Poza tym niewiele się zmieniło.
Nawet rogale marcińskie smakują tak samo.


35 komentarzy:

  1. pięknie napisane! a rogale marcińskie też lubię bardzo ( na szczęście w czasach 'globalizacji' nie trzeba po nie już jeździć do Poznania

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nigdy nie jadlem takowych rogali i bardzo chcialbym ich sprobowac. Wygladaja przepysznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma nic wspanialszego, niż wracać w przeszłość poprzez smaki jedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Uwielbiam takie wspomnienia.

      Usuń
  4. w tym roku pierwszy raz spróbowałam takich rogali ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewo, czy Ty jestes z Poznania ? Ja z samego Poznania - nie, ale z tego województwa, wiec również objadamy się tymi rogalami. Ale na jakis mega przepyszny jeszcze chyba nie trafiłam....Pozdrawiam .
    theslimakblog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urodziłam się i wychowałam w Poznaniu, ale od wielu lat nie mieszkam już w tym mieście. Poznańskie rogale są wyśmienite :) Podobno najlepsze w przedświąteczny piątek :)))

      Usuń
  6. A to niespodzianka! Byłas tak blisko? :) Pozdrawiam z poznańskiego grunwaldu - kuku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam :) Poznańskie rogale przyjechały do mnie z przyjaciółkami.

      Usuń
  7. nie jestem stara ;/ ale jak przeczytałam ten wpis dziwna klucha ugrzęzłą mi gardle i otarłam łżę ...
    nie tak dawno a tyle lat - akademik zielony tramwaj zimno ale nie aż tak bo dłoń w dłoni :)
    smak rogala .... mam go do dzisiaj w pamięci ...
    tak tajemniczo piszesz tyle znaków zapytań - siostra przyjaciółka- dom rodzinny ?!
    pięknie jak zawsze
    ciepłego wieczoru m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, mamy podobne wspomnienia :) Nie siostra, lecz przyjaciółki. I dom rodzinny, owszem. Wszystko, do czego tak bardzo lubię wracać do tego miasta.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Kolejny powód, żeby polubić listopad :)

      Usuń
  9. Nie mogę nie uśmiechnąć się do Twoich słów.
    Bo uwielbiam, kiedy zmienia się prawie wszystko, choć tak naprawdę nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nieważnie, czy to Paryż czy Poznań :)

      Usuń
  10. A wiesz, że ja w tym roku pierwszy raz smakowałam tych osławionych rogali? A zawsze było to moim małym marzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie ten zwyczaj w dzieciństwie i do niedawna był obcy. Pochodzę z gór i nigdy tutaj nie świętowaliśmy z okazji św. Marcina. Jednak mój tato pochodzi z Wielkopolski i chętnie od niedawna wcielam tę tradycję w życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo smaczna tradycja :) Idealnie wpisuje się w listopadowy chłód i niepogodę.

      Usuń
  12. Zielone tramwaje, moja miłość (ale tylko te butelkowozielone, których coraz mniej...).
    W tym roku jadłam rogala na św. Marcinie, najpyszniejszego w życiu.
    Nie wiem, co to miasta w sobie ma, ale mieszka sobie bardzo głęboko w sercu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Butelkowozielone najpiękniejsze :)
      PS Z jakiej cukierni był ten rogal?

      Usuń
    2. No właśnie trudno stwierdzić! Stoiska stały na całej długości "Alfy" i pod Zamkiem, niektóre były podpisane, a niektóre nie. Szliśmy i szliśmy i w końcu doszliśmy do wniosku, że u kogoś wreszcie trzeba te rogale kupić ;)
      P.S. Dowozili rogale hurtowo mini ciężarówkami ♥

      Usuń

Dziękuję ;)