"To Twoje życie.
Rób to co kochasz i rób to często.
Jeśli czegoś nie lubisz - zmień to.
Jeśli nie lubisz swojej pracy - rzuć ją.
Jeśli nie masz czasu - przestań oglądać telewizję.
Jeśli szukasz miłości swego życia - przestań.
Będzie czekać na ciebie kiedy tylko zaczniesz robić rzeczy które kochasz.
Przestań analizować w nieskończoność.
Wszystkie emocje są piękne.
Kiedy jesz, doceń każdy kęs.
Życie jest proste.
Otwórz umysł, ramiona i serce dla nowych rzeczy i ludzi.
Jesteśmy jedno w swojej różnorodności.
Zapytaj osobę obok ciebie jaka jest jego/jej pasja i podziel się swoimi marzeniami.
Podróżuj często.
To że się zgubisz pomoże ci odnaleźć siebie.
Niektóre okazje pojawiają się w życiu tylko raz, łap je.
Życie to ludzie których spotykasz i rzeczy które razem stwarzacie.
Więc wyjdź i zacznij tworzyć.
Żyj swoimi marzeniami i pasją.
Życie jest krótkie."
Kolejna prawda znaleziona w sieci. Bynajmniej nie odkrywcza, a jednak lubię do niej czasami wracać. I biegnąc przez kolejne zdania, szukam ich odpowiednika w swoim życiu. Nie jest źle ;) Robię to, co kocham, choć chciałabym to robić częściej. Moja praca? Mam pewien plan, a to już coś. Nie mam czasu i nie mam telewizora. Ta zależność była dla mnie oczywista od dawna. Miłość swojego życia znalazłam, nie szukając. Kiedyś analizowałam wszystko, teraz nie mam na to czasu. Dzięki Bogu! Nie potrafiłabym żyć bez emocji, a nawet gdybym potrafiła, nie chciałabym. Czasami ja panuję nad nimi, czasami one biorą moje życie w swoje ręce. Lubię taki stan rzeczy. Coraz bardziej doceniam każdy kęs. Kiedyś jadłam wyłącznie po to, by żyć, teraz bywa odwrotnie. Życie jest proste? Pewnie tak, a my je zbyt często komplikujemy. Nowi ludzie na mojej drodze, to nowe możliwości, wyzwania, marzenia, a czasami ich spełnienie. Są tacy, którzy natychmiast zajmują stałe miejsce w moim życiu, od pierwszej rozmowy, pierwszej wspólnie wypitej kawy, pierwszego spojrzenia. Podróżuję tak często, jak to możliwe. Jeśli spełni się moje wielkie marzenie, za cztery lata uciekamy na rodzinną wyprawę dookoła świata. I nie, nie martwię się, że nasze Dzieci coś przez ten rok stracą. Że będą miały białą plamę w CV. Że zostaną w tyle za rówieśnikami. Myślę, że to najlepsza lekcja życia, jaką mogę Im podarować, choć z pewnością nie najłatwiejsza ;) Czasami się gubię, ale nigdy się nie poddaję. Kiedyś nie rozumiałam, że okazja to krótki przystanek pędzącego pociągu życia, który niezwykle rzadko się zatrzymuje. Dzisiaj wsiadam do niego bez zastanowienia. Znacznie łatwiej jest wyskoczyć niż wsiąść, kiedy nabiera prędkości ;) Mam pomysł i apetyt na życie. Coraz więcej pomysłów i coraz więcej marzeń. I nadzieję, że nadal więcej przede mną niż za mną. Nadzieję, że wszystko to, o czym marzę się jeszcze spełni.
A Wy lubicie swoje życie?
Swoje tu i teraz?
Lubicie snuć marzenia i plany?
A może żyjecie dniem dzisiejszym i tak właśnie jest najlepiej?
Zapomniałam dodać, że uwielbiam niespodzianki. Nawet te najmniejsze, kiedy zupełnie niepozorne, nadpsute jabłko, pokazuje mi nagle swoje serce ;)
Udanego dnia!
p.s. Czy ktoś wie, gdzie mogę znaleźć oryginalny tekst w języku angielskim? Był genialny ;)
I wspomniana wersja oryginalna. Dzięki Cozerce :)))
Dużo bardziej wolę to co Ty napisałaś niż ten tekst z sieci. Jest za prosty:) A życie nie jest proste. Czasem sami je komplikujemy niepotrzebnie, ale czasem po prostu tak już jest.
OdpowiedzUsuńZa Waszą wyprawę dookoła świata trzymam kciuki - mam nadzieję, że zrealizujecie to marzenie i że będziesz prowadzić jeszcze bloga, żeby ten świat pokazać:)
A czy lubię moje życie? Lubię. Chociaż nie wszystko jest do końca takie jak bym chciała. Ale czy (poza blogosferą;)) kiedykolwiek jest?
Robię to w czym jestem dobra, a obok tego robię też to co lubię. Mam telewizor, ale oglądam na nim głównie filmy na DVD (nie lubię się katować projekcjami na laptopie). Nie mam poczucia, że on kradnie mi czas (ale komputer tak). Wszystko jest kwestą samokontroli. Nie szukam miłości, bo znalazłam ją dawno bez szukania. Podróżuję, mam wielu znajomych i wąskie grono przyjaciół. Cieszę się życiem i marzę.
Jest dobrze:)
"Życie nie tylko po to jest, by brać
OdpowiedzUsuńŻycie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać..."
milego dnia zycze i ja:) u mnie dzis deszczowo...
Życie jest spełnieniem za życia ,nawet jakby nam to całe życie zajęło!Inwestowanie w przyszłość tylko nas rujnuje .Inwestowanie w TERAZ nas wzbogaca!!!!!! Piękny Blog .Pięknie napisałaś
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Ania
ja się ewo nauczyłam żyć dniem dzisiejszym, nie wyglądam zbyt daleko naprzód, raczej napawam się tym w czym w danej chwili jestem. nieprzyjemne doświadczenia oduczyły mnie wybiegania myślami daleko w przyszłość, jestem ostrożna i zachowawcza. kiedyś zaczęłam zastanawiać się nad uciekającym czasem i moja koleżanka wyjaśniła mi bardzo prosto o co w tym wszystkim chodzi - jeżeli zbyt intensywnie myślisz o przyszłości to nie ma cię teraźniejszości - przeganiasz ją a potem się dziwisz, że czas tak szybko biegnie. pozdrawiam, ewa
OdpowiedzUsuńŻycie jest taki jakie jest a staram się w nim odnajdywać uśmiechy ciągle i niezmiennie. Jestem przesądna, więc nie podsumowuję, nie nazywam momentów...są, trwają i czasami cieszą.
OdpowiedzUsuńNajtrudniejsze i najbardziej znaczące są dla mnie te chwile gdy trącę sterowność nad moim życiem (niestety zdarza się), a potem powoli tą sterowność odzyskuję...bolesne są podsumowania tych chwil, gdy życie toczyło się poza mną i napawa nadzieją nowy kierunek.
w wersji angielskiej http://www.brainpickings.org/index.php/2011/04/08/five-manifestos-for-life/
A mozna nie miec marzeń? Mysle ze zycie często uplywa na znalezieniu odwagi,momentu, etc. zeby je zaczac realizowac , nawet jesli zyjemy zwyczajnie z dnia na dzien. W końcu przychodzi taka jesien, ze przewartosciowujemy wlasne oczekiwania i stwierdzamy ze chociaz to i to sie nie udalo, gdzies po drodze rozmienilismy sie na drobne to bilans i tak jest po naszej stronie. Ja marze wlasnie o tym zeby tak siebie podsumowac.
OdpowiedzUsuńDelie, w blogosferze też nie zawsze jest idealnie ;) Ale z pewnością trafia tutaj więcej pozytywnych kawałków rzeczywistości, tych wybranych i wygładzonych.
OdpowiedzUsuńSchokolade, lubię dostawać, ale jeszcze więcej radości daje mi obdarowywanie innych. Zdecydowanie!
p.s. właśnie wyszło słońce :)))
Anna, lubię żyć tym, co tu i teraz, ale niektóre rzeczy warto zaplanować. I myślę, że warto marzyć, nie tylko o tym, co za chwilę. Lubię mieć cele na jutro i na za dziesięć lat. Tych pierwszych zawsze więcej ;)
Ewo, ja chyba postawiłabym siebie gdzieś po środku. Między życiem dniem dzisiejszym, a wybieganiem myślami daleko w przyszłość. Lubię jedno i drugie. Każde dodaje mi skrzydeł z innego powodu :)
W takim razie życzę Wam (i każdemu!) takiej 'podróży życia' :-)
OdpowiedzUsuńWięcej może dodam później, bo teraz już zmykam!
Ach, no i zupdatowałam dzisiejszy post - dopiero teraz możesz posłuchać, hihi! Wcześniej odlinkowalam do płyt jedynie ;-)
Dobrego dnia!
Lubię szalenie ten mój żywot:)I coraz bardziej ostatnio!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za wielką wyprawę, sama robię takie plany od jakiegoś roku. Taki gap year dla mnie i dzieci, mam wyznaczoną datę, wiem jak to zrealizować technicznie, ale mam coraz więcej wątpliwości...więc nie wiem czy pomysł i postanowienie przetrwa. Jednak mimo moich wahań Wam życzę z całej siły realizacji marzenia
Cozerka, a ja najbardziej lubię takie zwroty w moim życiu. Kiedy nadchodzi nowe, kiedy trzeba podjąć trudne, ważne decyzje.
OdpowiedzUsuńp.s. dziękuję za link :)
Kaffiarka, czy można nie mieć marzeń? Pewnie nie, ale znam takich, których marzenia nie potrafią opuścić ram szarej codzienności. Mając na myśli marzenia, wykraczam trochę poza te ramy.
Maggie, dziękuję za update ;) Podróż to na razie wyłącznie marzenie, ale wszyscy mamy nadzieję, że się spełni.
Dobrego dnia!
Dziewczynkazwinem, my też mamy wyznaczoną datę, ale wszystko inne to jeszcze biała kartka. Lubię takie kartki, początki i planowanie. Powodzenia zatem! Trzymam kciuki, aby spełniły się Wasze marzenia.
OdpowiedzUsuńPewnie, że nie zawsze. Nie mówię, że to źle, bo chcemy zapamiętać zazwyczaj dobre rzeczy (i wyciagnąć lekcję z tych złych). Ja też. Choć czasem zapędzamy się tak z tym dobrym w sieci, że z dobrego chcemy zrobić jeszcze lepsze:-) Tak jakby dobre nie wystarczało.
OdpowiedzUsuńDelie, to zupełnie jak z fotografią ;)
OdpowiedzUsuńDelie, a do tego, by polubić swoje życie chyba trzeba dorosnąć. Oczywiście jeśli jest dobre ;) Jak mawia mój M - trawa u sąsiada wydaje się być zawsze bardziej zielona. Fajny jest ten moment, kiedy uświadamiamy sobie, że ty tylko złudzenie.
OdpowiedzUsuńhehe, oj tak:)
OdpowiedzUsuńChoć wolę patrzeć na "lepsze" zdjęcia niż czytać "o lepszym":))
ale ja lubie moje życie!!! ale go nie idealizuję:)
Delie, ja nie miałam na myśli patrzenia na lepsze zdjęcia, bo to zawsze i wszędzie! Miałam na myśli poprawianie całkiem dobrych własnych zdjęć na jeszcze lepsze i lepsze. Miałam taki etap :) Teraz czasami do nich wracam i dochodzę do wniosku, że to pierwsze podoba mi się najbardziej!
OdpowiedzUsuńWiem, że lubisz ;) To można wyczytać z Twoich słów i fotografii. I jest to porcja dobrej energii, po którą z wielką przyjemnością sięgam każdego dnia.
rozumiem:) tym bardziej, że Twoje zdjęcia nie wymagają żadnego retuszu!
OdpowiedzUsuńale etap poprawiania też mam za sobą...
ps mając 7kg mniej lubiłabym jeszcze bardziej - w tym temacie lepsze nie jest wrogiem dobrego - jeśli o mnie chodzi:))))
hmmm...ja chyba jestem na etapie wprowadzenia takich zian żeby swoje życie naprawdę polubić - taki moment kryzysu czyli otwierające się wybory i możliwości...okres przejściowy....
OdpowiedzUsuńAle marzenia mam - jedno z nich podobne do twojego ;) Tylko cichą nadzieję że wczesniej niż za 4 lata :) I też się nie boję dziur w CV ;)
Delie, przesadziłaś z tą siódemką!
OdpowiedzUsuńAnik, kryzysy zawsze otwierały przede mną największe możliwości ;) Przekornie. Życzę, aby i u Was tak się stało. I pięknej podróży Wam życzę.
dopiero jak po angielsku to zobaczyłam to sobie przypomniałam, ze to na blogu kiedyś zamieściłam
OdpowiedzUsuńja swojego życia nie lubię, nie tu i teraz. Ale wiem, że czeka mnie coś dobrego, wymarzonego i ta myśl mnie trzyma przy życiu.
:)))
Ps. serio nie masz telewizora?
:)
ja to mam tak, że boję się na głos powiedzieć że jestem szczęśliwa i lubię swoje życie.
OdpowiedzUsuńale jestem,
i lubię.
i czasem myślę że nic mi więcej nie potrzeba :)
choć planów i marzeń mam jeszcze cały worek :)
pozdrawiam i trzymam kciuki za wyprawę.
I ja lubię swoje życie,właściwie w podróży od jakiegos czasu. Lubię życie jeszcze bardziej od kiedy jestem matką. Mam marzenia i plany i cieszę się z każdego dnia, choć zdarza mi się marudzić, a jakże:-). Pozdrawiam Ewo i trzymam kciuki z wyprawę, która jest też na mojej "białej kartce".
OdpowiedzUsuńA ja próbuję lubić swoje życie, staram się z nim godzić i dostrzegać ulotność chwili. Twój przepiękny, ciepły blog Ewo mi w tym pomaga.
OdpowiedzUsuńA marzenie o podróży dookoła świata - PIĘKNE
mam podobne, ale moja natura domatora mu całkowicie, ale też się kiedyś wybiorę z moimi dziećmi :-)
pozdrawiam i przesyłam dobre myśli
Lubię swoje życie. I też nie mam telewizora. Od wielu lat. A z "prawd życiowych" najbardziej lubię przykazania Kołakowskiego i ich staram się większości trzymać. Na przykład tych:
OdpowiedzUsuńPo pierwsze przyjaciele.
A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.
Kiedyś częściej wyglądałam tego, co nadejdzie. Dziś wolę tu i teraz. :-)
Lubię. Bardzo.
OdpowiedzUsuńMam więcej niż oczekiwałam.
Uwielbiam swoją pracę.
I wiem na kogo mogę liczyć. Wiesz, że wiem.
Po ostatnich wydarzeniach. Wiem.
ps. w listopadzie na polepszenie fajnego życia premiera i E. W-Wa? Wspólnie?
Ładnie napisane. :)
OdpowiedzUsuńPlany i marzenia mam, jak każdy myślę. Tylko wiary jakby z wiekiem coraz mniej. ;)
lubie i smakuje pelnymi garsciami.
OdpowiedzUsuńp.s. za podroz dookola swiata trzymam kciuki, bo marzenia sa po to aby je spelniac i wymyslac kolejne :-)
A propos tej podróży, pomyślałam, że chciałabyś zerknąć na ta książkę: http://www.amazon.com/One-Year-Off-Round---World/dp/1885211651/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1318571668&sr=1-1
OdpowiedzUsuń:) trafiłam zupełnym przypadkiem i od razu skojarzyła mi się z tym wpisem.
"Myślę, że to najlepsza lekcja życia, jaką mogę Im podarować, choć z pewnością nie najłatwiejsza ;)"
OdpowiedzUsuńwiem co masz na myśli... ja też mam nadzieję, że nasze wędrówki wzmocnią wiarę w siebie w naszych dzieciach, że będą mieli odwagę podejmować odważne decyzje, że będą mieli wielu znajomych pochodzących z różnych kultur i to nauczy ich tolerancji, że...
jest wiele 'że' bez tego pewnie byłoby trudno podjąć nam te czy inne decyzje, dlatego szukamy plusów minimalizując znaczenie minusów... najpierw Polska, potem Walia na kilka lat, powrót do Polski na dwa i znów Walia na kilka pewnie... i to jeszcze nie jest nasze miejsce więc nie koniec wędrówki...
marzenia... marzenia to początek czegoś nowego, trzeba marzyć bo to początek działania... bez marzeń można przespać życie i obudzić się u jego końca... warto żyć! a nie czekać na coś czego pragniemy, nie 'tylko czekać'... w innym przypadku można przeczekać życie... wiem, że wiele jest takich osób... zbyt wiele...
trzymam kciuki za powodzenie wyprawy z całego serca :)