Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorwacja. Pokaż wszystkie posty

26 lipca 2012

Green.

Zieleń na wyspie.
Oliwne gaje, karłowate drzewa z dojrzewającymi owocami, ogromne cukinie.
Wszechobecne małe i wielkie kaktusy, szerokim łukiem omijane przez Dzieci ;)
Jeszcze zielone cytryny i winogrona.
Butelkowa zieleń drzwi, okiennic, płotów i latarenek.
Zielone oczy kota i zielony samotny  skuter. Uroczo stary.
Na dzień dobry ;)

Oba zdjęcia w kolażu poniżej zrobione przez Chłopca :) Lubię ten kolaż.

23 lipca 2012

Wakacyjne smaki

Śniadania jadaliśmy w domu, wakacyjne i niespieszne. Obok zimnej kawy stawiałam talerz z pomidorami i listkami świeżej bazylii. Smak i zapach dojrzałego, soczystego lata. Polubiłam chorwacki kozi ser, dojrzały, twardy i ostry. Niezwykle wyraźny w smaku, delikatne pachnący. Tęskniłam za polskim ciemnym pieczywem.



W porze lunchu miałam większy apetyt na książkę niż na jakikolwiek posiłek :) Między jednym rozdziałem a następnym sięgałam po zimnego arbuza, nadzwyczaj słodkiego i soczystego.



Brakowało mi na wyspie tamtejszych owoców i warzyw, które z początkiem lipca dojrzewały dopiero w ogrodach. Prawie dojrzałe granaty, brzoskwinie, cytryny, figi i oliwki zieleniły się na drzewach i krzewach. Kupowaliśmy na targu słodkie figi, lekko twarde brzoskwinie, które dojrzewały w papierowej torbie i rozpływające się w ustach małe morele, ale nie było w nich nic z dobrodziejstwa chorwackiej natury. Myślę, że przybyliśmy dwa tygodnie za wcześnie :)


Najmilej wspominam nasze wieczorne biesiadowanie, połączone z długimi spacerami do miasteczka i jeszcze dłuższymi powrotami do domu. Zamawialiśmy schłodzone białe wino, grillowane kalmary, małże i ryby. Lignje na żaru absolutnie podbiły moje serce, podobnie jak serca Dzieci podbiła tamtejsza pizza Capriciosa ( po chorwacku miesana :). Na cienkim cieście, krucha i delikatna. Niemal tak dobra jak toskańska :)






Zdarzało się, że przed posiłkiem pojawiał się na stole koszyczek z ciepłym białym chlebem i pasta rybno-jajeczna, lekko pikantna, doskonale przyprawiona. Zdarzało się, że kelnerka była niezwykle uprzejma i uśmiechnięta, choć zazwyczaj brakowało mi południowej gościnności i serdeczności, do której przywykłam w czasie włoskich wakacji. Może wynikało to z tłumnie przybywających gości, dla których czasami zabrakło stolika, a może południowa mentalność wcale nie jest równa południowej mentalności?


Dzisiaj na śniadanie czarny chleb i gorąca latte. Pyszności ;)
Dzisiaj za moim oknem słońce (!), po raz pierwszy od wielu dni.
Dzisiaj na mojej liście nieskończona ilość rzeczy do zrobienia.
Lubię takie dni.

Udanego poniedziałku Wam życzę!

21 lipca 2012

Summer nights. Na dobranoc.

Kiedy zapadał zmrok, uliczki miasta wypełniały się ludźmi, rozmowami, muzyką i zapachami. Pobrzękiwały wznoszone na zdrowie kieliszki, cykady budziły się z popołudniowego snu, w porcie kołysały się jachty, łodzie i żaglówki. Kiedy na niebie pojawiał się księżyc, w restauracjach i barach rozkwitało życie. Lubiłam nasze wieczorne spacery, światło latarni kładące się na starych kamienicach, wakacyjną radość, która niosła się śmiechem nad naszymi głowami. Lubiłam widok z naszego balkonu na kawałek miasta z setkami złotych okien, na kawałek morza, w którym księżyc przeglądał się niczym w lustrze. Kiedy pewnego dnia obudziłam się o wschodzie słońca, czterech chłopaków wracało do domu na jednym skuterze, śpiewając chorwackie piosenki :) Kończyła się noc, a miasto szykowało się do snu. Fajnie ;)













20 lipca 2012

Zimna kawa i małe tęsknoty

W Chorwacji polubiłam zimną kawę.
Smakowała doskonale z pomidorowym śniadaniem pachnącym bazylią i w leniwe popołudnia , kiedy dom budził się z poobiedniej drzemki, a ja przewracałam kolejną kartkę książki. Naprawdę pysznie było.
Wróciłam do domu i przygotowałam swój ulubiony wakacyjny napój.
Magia zimnej kawy została daleko na wyspie.
Podobnie jak upalne poranki i gorące wieczory.

Może mleko inne?
A może tak właśnie ma być, że pewne smaki mają swoje miejsca?

Pozostałam więc wierna dużej gorącej latte ze spienionym mlekiem.
W wietrzne pochmurne dni nie ma sobie równych ;)


Starsza Siostra od kilku dni jest na farmie, Młodsza Siostra liczy dni do Jej przyjazdu i tęskni.
Na szczęście to już dzisiaj :)

Wczoraj, w drodze do domu, rozmawiamy o powrocie i dzisiejszym spotkaniu.

- Mamo, jutro zrobię jej niespodziankę!
- Jaką?
- Przyniosę jej swój podwieczorek z przedszkola!
(Jakież to dobre dziecko, myślę sobie)
- Jak mi nie będzie smakował... - dodaje Dziewczynka.

Tęsknota tęsknotą, miłość miłością, a podwieczorek podwieczorkiem ;)

Dobrego dnia!

19 lipca 2012

Spacer

Bez względu na czas, miejsce i pogodę, uwielbiam spacery.
A spacery wąskimi kamiennymi uliczkami skąpanymi w słońcu - szczególnie.
Miasteczko zamierało w czasie południowej sjesty, a ja przemykałam od cienia do cienia między cudzymi słowami, czyimś chrapaniem, dziecięcym płaczem i porzuconą piłką. Mijałam leniwe koty, które na mój widok co najwyżej otwierały jedno oko, by spojrzeć z wyrzutem, że ktoś śmie im zakłócać poobiednią drzemkę. Nigdy nie ruszały się z miejsca ;) Mijałam domy z pozamykanymi okiennicami, firankami lekko roztańczonymi na wietrze i pustymi krzesłami przy drzwiach. Wieczorami te krzesła prawie nigdy nie były puste.

Czarnego kota, który stał się ulubieńcem Starszej Siostry, nazwałyśmy Dywanik :) Kiedy do niego podchodziłam, leżał nieruchomo, wyciągnięty wzdłuż ściany i tylko wzrokiem śledził dziwną białą postać z czarną skrzynką w dłoni. Dywanik o zielonych oczach ;)