Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WSPOMNIENIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WSPOMNIENIE. Pokaż wszystkie posty

8 października 2012

Wspomnienia



"Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci".
Wspomnienia mojego dzieciństwa :)
Puste półki w sklepach, kartki, woda sodowa, szkolne fartuszki z tarczą na ramieniu...
Dziewczyny słuchały tego wszystkiego jak bajki, która zaczyna się słowami: dawno dawno temu, za górami, za lasami, w innej rzeczywistości, w innym świecie. I nie jestem wcale taka pewna, czy uwierzyły, że to była moja bajka. Moja i Taty, który pamięta nieco więcej niż ja sama. Na przykład szklankę, z której przechodnie pili sok malinowy z wodą. Rany!
I buty na kartki.
Nie pamiętam już, czy Relaksy były wygodne, ale pamiętam, że miała je cała klasa :)
Żeby kupić chleb, musiałam przed szóstą stanąć w kolejce. Życie towarzyskie rozkwitało o wschodzie słońca przed osiedlowymi sklepikami spożywczymi.
Wieczorem wystawialiśmy puste butelki przed drzwi, żeby rano dostać butelki pełne mleka.
Pamiętam brzęk szkła w wózkach mleczarzy i kolory kapsli na butelkach z mlekiem i śmietaną.
Po szkole było podwórko. A jakże!
Czy w tamtych czasach nikt nie porywał dzieci?
Wdrapywałam się na trzepak, wisiałam głową w dół i nikt nie krzyczał "O Boże! Uważaj!"
Skakałam w gumę, którą koleżanki zakładały sobie od kostek po szyję, w skakankę długą jak stąd do księżyca, kręciłam hula hop, grałam w klasy i w korale,  robiłam w ziemi obrazki z kwiatów i znalezionych kawałków szkła.
Nosiłam do szkoły makulaturę, a podręczniki dostawałam po koleżankach ze starszej klasy.
W 1986 roku piłam płyn Lugola i wypatrywałam na niebie chmury radioaktywnej.
Pamiętam miękkie siedzenia Syrenki, obozy pod namiotami i wakacje w przyczepach kempingowych, które nasz Fiat 126p dzielnie ciągnął nad jezioro. Nie mam pojęcia, jak mieściła się w Maluchu czteroosobowa rodzina z bagażami, przenośnym radiem i telewizorem, materacami, kocami i zaprawami, które obowiązkowo jeździły z nami na wakacje.
Zdjęcia robił nam Tata Zenitem, a potem przynosił do domu odbitki lub slajdy. Jakież to były wspaniałe wieczory, kiedy Mama piekła drożdżowe ciasto, z jednej ściany znikały obrazy, a my siadaliśmy w ciemnym pokoju i oglądaliśmy wspomnienia.


Więcej tych wspomnień niż sądziłam. Mogłabym pisać godzinami.
Jedno budzi kolejne.
Oglądamy mój album z dzieciństwa.
Dziewczyny nie mogą uwierzyć, że ta mała dziewczynka to mama.
Ja nie mogę uwierzyć, że te lata tak szybko minęły.
Że zajęłam miejsce swojej Mamy i czas zatoczył koło.

Na deser kilka uwag z PRL-owskich dzienniczków szkolnych, które znalazłam w "Zielonych pomarańczach" :)

"Bije kolegów po dzwonku"
"Zjada ściągi po klasówce" (tutaj Starsza Siostra zapytała, co to są ściągi ;)
"Śpiewa na lekcji muzyki"
"Biega na lekcji WF"
"Wysłany po kredę, przyniósł ślimaka"
"Wysłany w celu namoczenia gąbki, wrócił z mokrą głową i suchą gąbką"
"Nie wiesza się w szatni"
"Przyszedł w butach do szkoły"
"Klasa chodzi po klasie i nie zwraca uwagi na moje uwagi"

Dobrego tygodnia Wam życzę!

26 maja 2012

Mama

Najtrudniejsza i najważniejsza rola, jaką przyszło mi odegrać w życiu.
Od pierwszego krzyku na zawsze.
Kiedyś nie wyobrażałam sobie, jak to będzie.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.


Dzisiaj myślę o Tobie Mamo.
Nauczyłaś mnie wszystkiego.
Nauczyłaś mnie, jak być mamą :)
Tyle wspomnień tańczy w mojej głowie.
Migawki dzieciństwa, w którym zawsze byłaś.
Zawsze miałaś dla mnie czas.
Potrafiłaś słuchać i rozmawiać.
A gdy dorosłam, pozwoliłaś mi pójść własną drogą.
Choć nie zawsze się ze mną zgadzałaś, wiedziałam, że zawsze mogę na Ciebie liczyć.
Do dzisiaj to wiem ;)
Bez względu na to, jak daleko jesteś.
Choć zdecydowanie wolę, gdy jesteś blisko.
Dzisiaj mam dla Ciebie bukiet bzu.
Jak za dawnych lat.
Pamiętasz, jak pachniał? Aż kręciło się w głowie!
Ten zapach wypełniał cały dom, w którym krzątałaś się ze swoim najpiękniejszym uśmiechem.
A ja uwielbiałam ten majowy dzień.
I Twój srebrny śmiech.

Wszystkiego najlepszego Mamo!
Wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze dla wszystkich mam.

Ten film znalazłam na tym blogu. Nie lubię reklam, ale zdarzają się wyjątki od reguły. Myślę, że każda z nas odnajdzie w tym klipie okruchy swojej codzienności. Myślę, że to film o każdej z nas ;)

27 października 2011

Jabłka, cynamon i zapach zimy.

Zapach pieczonych jabłek to dla mnie zapach zimy.
Nawet jeśli za oknem słońce i złota jesień.
To wspomnienia długich, mroźnych wieczorów w salonie Dziadków.
Biały, ciepły piec i czas, który wydawał się wcale nie spieszyć.
Długie minuty dziecięcego szczęścia.
Kiedyś taki piec stanie w naszym salonie.
Prawdziwy, kaflowy i koniecznie stary.
Z historią w tle.
Moje małe wielkie marzenie.
Do spełnienia.
Koniecznie.
Obok starego pianina ;)
Może czas wtedy zwolni?

Lubicie pieczone jabłka?
Z czym Wam najbardziej smakują?
W naszej kuchni najczęściej podane z miodem lub ulubioną konfiturą.
Czasami bez niczego.
Wczoraj po raz pierwszy w cynamonie.
Wybieram te pierwsze.
Ma ktoś ochotę?
Zapraszam ;)

Miałam małego pomocnika.
A przy okazji cynamonowe fotele w kuchni ;)




Starsza Siostra i czas, który dłuży się w nieskończoność, kiedy na coś czekamy.
Szczególnie kiedy to coś pachnie tak obłędnie ;)




Popękały prawie wszystkie. I nie miało to najmniejszego znaczenia ;)



A na dobranoc wyznanie Młodszej Siostry:
Jesteś moją cudowienką! Kocham Cię bardziej niż kota :)

Dzisiaj już czwartek.
Jutro weekend ;)
Udanego dnia Wam życzę!

28 września 2011

Skansen od kuchni



Lubicie swoje kuchnie?
W moim rodzinnym domu każde przyjęcie, które zaczynało się w salonie, zawsze kończyło się przy kuchennym stole. Może dlatego, że mieliśmy dużą kuchnię, którą Mama zrobiła z pokoju? A może dlatego, że kuchnie mają w sobie jakąś magię, która przyciąga bez względu na miejsce, przestrzeń i porządek? Bo gdzie jak gdzie, ale w kuchni w czasie przyjęcia nie mogło być mowy o porządku. W zlewozmywaku piętrzyły się stosy brudnych naczyń i garnków, na kuchence coś wrzało, bulgotało i pachniało, Gospodyni krzątała się, otrzepując z dłoni mąkę lub okruszki chleba. Lubiłam tę krzątaninę, lubiłam te zapachy i swoje miejsce przy tamtym stole. A teraz mam swój dom, swoją kuchnię i swój stół, przy którym sadzam Gości, otrzepując okruszki chleba z dłoni i mieszając zupę, która pachnie i bulgoce na kuchence. I mam słabość do wszelkich utensyliów kuchennych. Lubię, kiedy wszystko do siebie pasuje, kiedy kolory moich naczyń są moimi kolorami, kiedy zaparzam kawę w moim ulubionym kubku i - wiem, można się z tym kłócić - ona wtedy naprawdę lepiej smakuje. Lubię kiedy jest obrus na stole, choć ostatnio go nie ma. Lubię też wracać pamięcią do kuchni Babci Werki, która zawsze lśniła poznańskim porządkiem, z wypastowaną podłogą i ceratą na stole, której akurat nie lubię, ale miło wspominam jak symbol swojego PRL-owskiego dzieciństwa ;) W tamtej kuchni był biały kredens, w którym Babcia trzymała szklanki w srebrnych koszyczkach. W tamtej kuchni Dziadek Janek robił nam żołnierzyki z chleba, a my pochłanialiśmy całe armie. W tamtej kuchni można było podkradać smakołyki, które jeszcze nie zostały podane na wigilijny stół. W tamtej kuchni pewnego bożonarodzeniowego wieczoru, kiedy byłam już całkiem dużą dziewczynką, zdecydowanie za dużą, aby nadal wierzyć w Świętego Mikołaja, dowiedziałam się, że Gwiazdor nie istnieje. Od kuzynki Danusi, rok ode mnie młodszej, ale jak widać, znacznie lepiej poinformowanej. Bardzo chciałam jej wtedy nie wierzyć ;) I jak tu nie lubić kuchni, skoro niesie ze sobą tyle wspomnień?
Dlatego dzisiaj Skansen w Sanoku od kuchni. Z ostatniego weekendu ;)



Zakochałam się w tych kolorach!

I nie wiedziałam, który dzbanuszek wybrać ;) Turkusowy czy różowy?

Pamiętacie szafki, w których zamiast drzwiczek były zasłonki?




Lusterko w kuchni ;) Koniecznie!



Jajecznica przygotowana na takiej patelni przez moją Babcię z wiejskich jaj smakowała obłędnie!


I pralka w kuchni. Z turkusem :) Kiedy to było? A ja tak dobrze pamiętam.



A na koniec stół. I obrus. I kryształowe kieliszki. Zapraszam ;) Zapachy i ciepło bijące od kuchni musicie sobie wyobrazić, ale to chyba nietrudne, prawda?

16 czerwca 2011

Smak czereśni.

Od Czerwiec 2011
Kiedy w domu pojawiają się czereśnie, na dziecięcych uszach pojawiają się czereśniowe kolczyki. Nie znam domu, w którym byłoby inaczej :) To jedno z ulubionych wspomnień mojego dzieciństwa. A obok niego kolejne. Siedzimy z Mamą w kuchni, w samych fartuszkach, w kałużach czerwonego soku i drylujemy czereśnie agrafkami ;) Nie mieliśmy w domu drylownicy, a nasza piwnica zawsze była pełna słoików z kompotami, konfiturami, dżemami i ogórkami, które przez całą zimę przypominały nam smaki lata. Wszystko pyszne i wszystko bardzo eko. Dzisiaj moje Dzieci biegają w owocowych kolczykach, a agrafki leżą w pudełeczku z przyborami do szycia. Zapomniane. Każdego roku obiecuję sobie, że postawię na swoich półkach czereśniowe słoiki, a potem lato przebiega obok mnie zbyt szybko... Może za rok. Lub dwa. Wierzę mocno, że nadejdzie taki czerwiec, kiedy usiądziemy z Dziewczynkami w kuchni, w fartuszkach i z agrafkami w dłoniach. Kiedy będziemy drylować kilogramy czereśni, śmiać się, rozmawiać i chować nasze lato słoików ;)

Młodsza Siostra biegała wczoraj bez fartuszka, za to w owocowej biżuterii. Jestem więcej niż pewna, że czuła się ubrana :)

Od Czerwiec 2011
Od Czerwiec 2011
I Starsza Siostra, która chwilę później upiekła (z moją małą pomocą) coś pysznego, czym się za niedługo z Wami podzielę. Kolejny smak lata ;)
Od Czerwiec 2011
Od Czerwiec 2011

8 czerwca 2011

Zielnik. Herbarium.

Od Czerwiec 2011
Zbieramy kwiaty do zielnika Starszej Siostry. Mieliście kiedyś swój własny zielnik? Biegaliście po łąkach i polach w poszukiwaniu maków, kąkoli i chabrów? My biegamy :) Odkrywamy, uczymy się, a ja wracam wspomnieniami do czasów, kiedy sama szukałam takich skarbów. Wprawdzie nie do zielnika, ale do małych obrazków, które robiła każda dziewczynka na naszym podwórku. Nazywałyśmy je ołtarzykami i ukrywałyśmy w miejscach, w których chłopcy nie grali w kapsle i scyzoryki. Pamiętam, że każdy ołtarzyk był bardzo misterną kompozycją kwiatów, kamyków, liści, łodyżek i wszystkiego, co w rozumieniu małej dziewczynki jest piękne. Gotowe ołtarzyki przykrywałyśmy białymi i kolorowymi szkiełkami, a następnie zasypywałyśmy ziemią, stawiając w tym miejscu sobie tylko znane znaki. I nikt nawet nie wpadł na pomysł, żeby zwrócić uwagę dzieciom, które bawią się kawałkami szkła, o chłopięcych scyzorykach nie wspominając. To były inne czasy :)

We collect flowers to the Older Sister's herbarium . Have you ever had your own one? Did you expolre the meadows and fields in search of poppies and cornflowers? We did it today ;)

Od Czerwiec 2011
Od Czerwiec 2011
Od Czerwiec 2011
Od Czerwiec 2011
Do domu wróciliśmy z polnym bukietem, który jutro zostanie starannie podzielony między karty zielnika. A na kuchennym parapecie leży zielone serce, które Młodsza Siostra wręczyła mi dzisiaj, kiedy tylko przekroczyłam próg przedszkola. Bez okazji. Szalenie miłe ;)

We came back home with a bouquet of wildflowers, which tomorrow will be carefully divided between the cards of herbarium. I like such bouquets very much. And I like unexpected gifts, which I get from my little Girl. Like the green heart made especially for me in the kindergarten. Extremely nice;)

Od Czerwiec 2011

26 maja 2011

Dla Mamy

Od Maj 2011
Mamo, pamiętasz?
Ja pamiętam.
Zapach morza i lasu sosnowego, które szumiały nam do snu.
Tak mówiłaś.
Pamiętam, jak poważnie traktowałaś każdy mój mały skarb znaleziony na tamtej plaży.
Jak czytałaś mi na dobranoc.
Jak starałaś się chronić mnie przed całym światem, a jednocześnie pokazywałaś mi cały świat.
W ogóle i w szczególe.
Na miarę możliwości tamtych czasów i tamtych miejsc.
Dziękuję za te wspomnienia.
Za czas, którego potrafiłaś znaleźć dla mnie tak wiele.
Za to, że byłaś przy mnie zawsze, kiedy Ciebie potrzebowałam.
I jesteś do dzisiaj.
I chciałabym, abyś była zawsze.

Od Maj 2011
Od Maj 2011
Od Maj 2011
Dzisiaj sama jestem mamą.
Poprawiam małe czapki na małych głowach, czytam na dobranoc i gaszę lampki w dziecięcych pokojach, umieram ze strachu, pękam z dumy, znajduję czas w zabieganym życiu pełnym brakczasu...
I choć tak wiele się zmieniło, świat pobiegł do przodu, to morze i sosnowy las nadal szumią tak samo.
Nie zapomniałam o tym i mam nadzieję, że moje Dzieci również nie zapomną.

Od Maj 2011
Tego dnia zawsze przybiegałam do Ciebie z bukietem pachnącego bzu.
Dzisiaj wyjątkowo hortensja.
Pierwsza, jaką kupiłam tej wiosny i pierwsza, jaką posadzę w swoim ogrodzie.
Z najlepszymi życzeniami dla najlepszej Mamy!
Za wszystko, co było, jest i będzie.
Z Tobą i dzięki Tobie Mamo.

Od Maj 2011
A jutro coś wyjątkowego w szkole i w przedszkolu.
Specjalnie dla mnie ;)
Jestem bardzo bardzo ciekawa.
Na wszelki wypadek zabiorę paczkę chusteczek.
Jestem prawie pewna, że się przydadzą.

Od Maj 2011

24 maja 2011

Wiosenne smaki.

Od Maj 2011
Dzisiaj kupiłam świeże warzywa na wiosenną zupę. To zupa mojego dzieciństwa, którą będę chyba niosła ze sobą przez całe życie. Która nigdy mi się nie znudzi i zawsze będzie przywodziła na myśl piękne wspomnienia. Jedno z nich to smak takiej zupy w ogrodzie moich Dziadków. I wielki orzech, pod którym Dziadek stawiał stolik. I wszystko to, co Babcia do tej zupy wczesnym latem wrzucała ;) A było to dosłownie wszystko, co rosło w ogrodzie i w takiej zupie znaleźć się mogło. Wokół orzecha bzyczały pszczoły, muchy i komary. I nikomu to nie przeszkadzało. Ba, miało to swój urok. A potem biegłam na swój ulubiony podwieczorek. W krzaki agrestu, porzeczek, malin i truskawek. I już nigdy potem nic nie smakowało tak samo, jak te owoce zrywane w ogrodach Dziadków. Podobnie jak same ogrody już nigdy potem nie wydawały mi się tak ogromne i tak tajemnicze. Dzisiaj patrzę na swoje Dzieci, schowane pod wielkim kocem zawieszonym na dwóch krzesłach i cieszę się, że zamiast plastikowego domku, gotowego i tak bardzo oczywistego, wybierają zdecydowanie mniej wygodny pseudo wigwam. Że znikają na zmianę w lnianym hamaku, nie grymasząc, że w naszym ogrodzie brakuje huśtawki. Że podlewają ze mną kwiaty swoimi małymi konewkami i cieszą się, kiedy mamy wspólnie zasadzić poziomki.

Jutrzejasza zupa w stanie before ;)
Od Maj 2011
I dzisiejsze truskawki. Wyjątkowo słodkie. I bardzo bardzo truskawkowe!

Od Maj 2011
Rabarbar, który zagościł niedawno w naszej kuchni, budząc wielki zachwyt Chłopca.
Rury! Mama przyniosła rury!

Od Maj 2011
I szczypiorek, którego nie mogłam dzisiaj pominąć. Mój ulubiony. Do wszystkiego. Na wiosenne kanapki, do wiosennego twarogu z rzodkiewkami, na chleb z masłem... Mogłabym go zjadać łyżkami ;)

Od Maj 2011
Dzisiaj Chłopiec wyjątkowo wybrał swoją starą, małą, żółtą konewkę, kiedy pomagał mi w ogrodzie. Aby podlać irysy, które już prawie prawie... Bo tej nowej, dużej, zielonej nie potrafi podnieść tak wysoko ;) A ja uwielbiam na Niego patrzeć, kiedy tak bardzo stara się nie pomoczyć przy tym kolejnych butów i skarpetek i kiedy po raz kolejny to robi ;)
Od Maj 2011
Od Maj 2011

Za chwilę kolejne moje ulubione smaki. Maliny, szparagi, brukselka, wiśnie i czereśnie... Mogłabym długo wymieniać. Jak dobrze, że już wiosna! Już lato prawie. I prawie prawie wakacje. Jeszcze tylko miesiąc! Zaczynam wielkie odliczanie ;)