Są takie rzeczy, które kojarzą mi się wyłącznie z wakacjami. Podróżowanie niekoniecznie, bo zdarza nam się podróżować w ciągu roku. Zwiedzanie również. Ale plaża to wakacje i już. W moich wspomnieniach zawsze nadmorskie wycieczki oznaczały wakacyjny urlop, słodkie nicnierobiebie, długie spacery brzegiem morza, zachody słońca (obowiązkowo!) i zapach, za którym tęsknię już w dniu, kiedy znad morza wyjeżdżam. W tym roku nacieszyliśmy się i morzem i plażą. I piaskiem. Piaskiem, którego maleńkie ziarenka do dzisiaj znajdujemy jeszcze w zakamarkach ubrań. I wcale mi to nie przeszkadza, bo każde takie ziarenko budzi wakacyjne wspomnienia ;)
Na Krecie piasek był ciemniejszy niż na naszych złotych plażach, bardziej lepki, jakby trochę wilgotny. Dzieciaki to uwielbiały! Piasek marzenie ;) Najlepszy na świecie do budowania zamków, tworzenia błotnych kanałów i robienia abstrakcyjnych malunków na ciele. Bardzo lubię tą dziecięcą kreatywność, odnajdywanie radości w najprostszych czynnościach, kiedy samo szukanie kamyków lub muszelek staje się prawdziwą przygodą ;) Nawet wtedy, kiedy znalezienie choć jednej muszelki graniczy z cudem.