Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HERBATA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HERBATA. Pokaż wszystkie posty

7 lutego 2012

Łyżwy, narty czy sanki?
Co najbardziej lubicie?
Wczoraj po raz pierwszy od lat miałam na nogach stare wysłużone figurówki z wypożyczalni. Zapomniałam, że lód potrafi być taki śliski ;))) Starsza Siostra dzielnie debiutowała u mojego boku i choć palce u nóg zmarzły nam okrutnie, to do samochodu wracałyśmy z szerokim uśmiechem na twarzy. Było trochę zbyt zimno i zdecydowanie zbyt krótko.
Dzisiaj po śniadaniu wybieramy się na stok.
I jak tu nie lubić zimy?

Biało i cicho.
Mroźno.
Ktoś się skusi na filiżankę owocowej herbaty?
Dzika róża, hibiskus, jabłko, skórka pomarańczowa i owoce czarnego bzu.
Pachnie doskonale ;)
Zapraszam!

26 października 2011

Filmowy wieczór, mufki i wiśniowa herbata.

Filmowy wieczór z Colinem Firthem.
Jak zostać królem i jak udźwignąć bagaż trudnego dzieciństwa.
Film o człowieku. Bardziej niż o królu.
O każdym z nas chyba.
Ważny dla mnie z wielu powodów.
Podobał mi się ogromnie.
Mogłabym go obejrzeć jeszcze raz, choć niewiele jest filmów, do których lubię wracać.
Mogłabym przenieść się na drugą stronę ekranu na długi spacer z aparatem w dłoni.
Gdybym tylko mogła ;)


Dzisiejszy poranek to chwila słońca i wiśniowa herbata.
Kilka babeczek, które popełniłam wczoraj na prośbę Chłopca.
Mamo, ja chcę mufki!
Co to są mufki???
Mufanki?
Chłopiec się nie poddaje ;)
Z pomocą nadbiega Młodsza Siostra wołając To są Muminki!!!




Limit ciastek na ten tydzień uważam za wyczerpany.
Dzisiaj pieczemy jabłka.
Uwielbiam ten zapach!

Udanej małej soboty:)

22 maja 2011

Trochę miętowej zieleni.

Tyle, ile zmieściło się w dłoniach Starszej Siostry.
A potem w moim ulubionym kubku.
Nasza własna mięta.
Nasz miętowy domowy debiut ;)

Od Maj 2011
Od Maj 2011
Od Maj 2011
Weekend mija dokładnie tak, jak sobie go wymarzyłam.
Wczorajsze przedpołudnie z Dziećmi w ogrodzie.
Namiot z koca, hamak rozwieszony między gałęziami brzoskwini, dużo słońca, nowa konewka Chłopca, guma do skakania rozciągnięta między dwoma krzesłami, pierwsze - jeszcze zielone - pomidory i pierwsze poziomki!
Popołudnie na rodzinnym pikniku, który zupełnie niespodziewanie przedłużył się do bardzo późnego wieczoru. A potem chwila we dwoje. I film. I noc dłuższa niż zwyle. Bez pobudek.
Poproszę o więcej takich dni. I takich nocy.
A dzisiaj jeszcze wspólne grillowanie z Przyjaciółmi.
I burza, która wisi w powietrzu, a która skrada się do nas od kilku dni.
Niech przyjdzie, ale dopiero wieczorem ;)

Leniwej niedzieli!

18 lutego 2011

Od Luty 2011
Dzisiaj był dobry dzień.
Chociaż Chłopiec przytrzasnął sobie drzwiami palce, a Młodsza Siostra dostała gorączki z zazdrości i smutku, że Starsza Siostra dostała różowe rolki od Babci, a Ona nie.
Czekoladowy batonik i bajka osuszyły łzy, choć chyba nie ukoiły żalu.
Potem Tata rozpalił ogień w kominku i czytaliśmy wspólnie książkę.
Zatopiłam się w swoim fotelu z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i patrzyłam na ogień.
Chwilo trwaj, pomyślałam.
Nazwyklejsze piątkowe popołudnie, które spędzamy razem i staje się zupełnie wyjątkowe.
Za oknem umiarkowany mróz, trochę śniegu i wiatru, a w domu ciepło i zapach drewna, które trzaska wesoło w kominie.
Lubię takie popołudnia, choć są zawsze zbyt krótkie i mijają zbyt szybko.
Ale zdarzają się i to jest najważniejsze.

Od Luty 2011
Życzę Wam niebieskiego nieba na weekend.
I słońca.
Ciekawej soboty i leniwej niedzieli.
Albo odwrotnie ;)
Jak kto woli.
Dobrej nocy!

20 grudnia 2010

Mroźna zima i gorąca herbata.

Za oknem biel. Mroźna, ale piękna. Jeszcze nie nacieszyłam się zimą. Spoglądam na siwe drzewa i mam nadzieję, że jeszcze nie koniec tej bieli. Szczególnie teraz, kiedy święta tuż tuż. Czasami marznę. Czasami chłód wślizguje się pod kurtkę i najgrubszy sweter. Czasami wiatr nieprzyjemnie smaga policzki. Czasami palce u nóg zamieniają się w lodowate sopelki. Ale w domu czeka gorący rosół. I pachnąca herbata. Kiedy z kubkiem w dłoni staję przy oknie i patrzę na ośnieżony ogród, zapominam o chłodzie. I cieszę się tą zimową aurą. I czekam na święta. Coraz bardziej niecierpliwie.

Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Gorąca herbata. Z cytryną, plastrami pomarańczy i goździkami. Wnosi do domu zapach świąt i doskonale rozgrzewa. Może ma ktoś ochotę na filiżankę? Zapraszam ;)
Od grudzień
Udanego poniedziałku!

28 listopada 2010

Zapach świąt

Zapach, który od dwóch dni wypełnia nasz dom. Słodki, korzenny, zimowy. Zaparzam kolejną herbatę i pochylam się nad listą prezentów. Przeglądam gazetę w poszukiwaniu pomysłów na pokój Dziewcznki. I Chłopca, choć sama przed sobą się do tego nie przyznaję ;) Szukam liter, które chciałabym postawić na półkach. Szukam kolorów, które sprawią, że poczuję się tutaj bardziej u siebie. Szukam bieli, bo tej za oknem jest mi za mało. Mija kolejna niedziela. Leniwa. Domowa. Spokojna. Przerywana jedynie kaszlem Chłopca, który jeszcze walczy z przeziębieniem.
Nie mogę podzielić się z Wami zapachem, który wypełnia nasz dom, ale mogę podzielić się z Wami przepisem na ten zapach. I kilkoma zdjęciami z weekendu, który właśnie się kończy. Zdjęcia już, a przepis za moment. Zaginął w akcji i potrzebuję chwili, aby go odnaleźć ;)
Spokojnej nocy!

Pierniczki, czyli odnaleziony przepis na pachnące święta

1 i 1/4 kg mąki
4 jaja ( w tym jedno do smarowania pierniczków)
1/3 kostki masła
300ml miodu
3 łyżeczki sody oczyszczonej
3 opakowania przyprawy do pierników
2 szklanki cukru
4 łyżki ciemnego kakao
1 łyżka rozpuszczalnej kawy
1 łyżeczka cynamonu

W garnku rozpuszczamy dwie łyżki cukru. Dolewamy pół szklanki wody i doprowadzamy do wrzenia. Następnie dodajemy miód, pozostały cukier, przyprawy do piernika, kakao, kawę oraz cynamon. Wszystko rozpuszczamy dokładnie mieszając. Na końcu dodajemy masło i odstawiamy do przestygnięcia, mieszając od czasu do czasu.

Do miski wsypujemy przesianą przez sito mąkę (1kg), dodajemy trzy jaja i sodę. Mieszamy i dodajemy przestygniętą masę. Ugniatamy ciasto tak długo, aż będzie gładkie, a mąki dodajemy w międzyczasie do czasu, aż ciasto przestanie kleić się do dłoni. Wstawiamy na 1,5 godziny do lodówki. Jeśli mamy czas, ciasto może przeleżeć w lodówce całą noc ;)

Po wyjęciu z lodówki ciasto rozwałkowujemy na stolnicy i wykrawamy pierniczki. Przed włożeniem do piekarnika można je posmarować jajkiem, aby się ładnie błyszczały. Można też wcześniej ozdobić je rodzynkami, orzechami i migdałami. Piec w 180 stopniach ok 10 minut.

Zapach jest obłędny. I choć pracy przy pierniczkach jest niemało, to warto spróbować. Najlepiej smakują, kiedy już skruszeją - po 2-3 tygodniach. Można jednak śmiało sięgać po nie chwilę po upieczeniu ;)
Smacznego!


Od listopad
Od listopad
Od listopad
Starsza Siostra po raz kolejny mnie zaskoczyła. Wycinanie zamiast malowania. I pamiętała, aby każdy ludzik miał serce ;)

Od listopad
Od listopad
Od listopad
Od listopad
Poniżej serce, które wypatrzył Chłopiec wśród połamanych pierniczków. Kawałek ludzika. Ozdobione również przez Chłopca, uchwycone w dłoniach Młodszej Siostry. Moje ulubione. Trochę krzywe, ale mimo wszystko. A może właśnie dlatego?

Od listopad
Od listopad
Od listopad
Od listopad
Od listopad

17 listopada 2010

Szaro, mokro, mgliście

Za oknem od rana rozlewa się siwa mgła. Nad głowami wiszą ciężkie szare chmurzyska. I choć jest całkiem ciepło, to wilgoć przenika przez swtery i kurtki. W taką pogodę sięgam po gorącą herbatę z konfiturą z płatków róży lub skórką pomarańczową. Nsze ostatnie odkrycie ;) W taką pogodę lubię ciepło swojego domu, ogień w kominku i wieczory z książką. Lubię szyby skropione deszczem i kałuże, w których przegląda się chmurne niebo.
Udanego popołudnia!

Od listopad
Młodsza Siostra przyniosła wczoraj z przedszkola nowe kalosze ;) Razem z twórczą kałużą. Prawda, że urocze?

Od listopad
Częstujcie się konfituą i skórką pomarańczową. Są wyborne!

Od listopad

27 października 2010

Elektryczna Pomarańcza i zapach nowej starej książki

Dzisiaj środa. Słodka środa ze Starszą Siostrą. Zamiast szarlotki Dziewczynka zamawia lody, a ja spoglądam na Nią zdziwiona. Kiedy za oknem temperatura spada poniżej zera w dziecięcych głowach rodzą się niemożliwe pomysły. Które okazują się całkiem możliwe ;) I przypominam sobie własne dzieciństwo. I zimowe lodowe desery z Kociaka - najlepsze pod słońcem. Śnieg sypał w oczy, mróz szczypał w nosy i uszy, a my siadaliśmy przy okrągłych stolikach w małej ciepłej kawiarence i zamawialiśmy właśnie lody. W środku zimy. Z bitą śmietaną i owocami. Bardzo możliwe, że wcale nie były takie doskonałe, ale czyż smaki przeszłości nie są idealne? Szczególnie smaki dzieciństwa, za którym czasami tak tęsknimy. Pyszne wspomnienia. Dzisiaj pozostaję przy ciepłym ciastku i rozgrzewam się Elektryczną Pomarańczą. Dzięki skórce pomarańczowej czarna herbata staje się trochę zimowa, a trochę egzotyczna. Rozgrzewa i orzeźwia jednocześnie. Ciekawe smaki odkrywam w naszej małej herbaciarni i cieszę się, że mogę sięgać po nowe przez całą długą zimę. Od szarlotki zdążyłam się już uzależnić ;)

Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Wychodzimy owienięte szalami, trzymamy się za ręcę i idziemy do samochodu, kiedy nagle zauważam księgarnię i antykwariat. Wchodzimy. Drzwi są tak stare, że obawiam się, czy klamka nie zostanie w mojej dłoni, jeśli zbyt mocno ją przytrzymam. Nie zostaje. W środku pachnie książkami. Książkami z duszą. Pytam o "Małego Księcia". I o "Alicję w Krainie Czarów". Pan na mnie spogląda z zainteresowaniem i zaczynamy rozmawiać. Dzisiaj nie ma, ale bywają piękne egzemplarze. Będzie pamiętał, żeby dla mnie takie odłożyć. A ja będę pamiętała, żeby w każdą środę tutaj zaglądać. Dzisiaj kupujemy "Zeszyt w kratkę" Jana Twardowskiego. Wydanie z 1978 roku. Okładka przypomina mi ceratę, jaką Babcia miała na kuchennym stole. I zasłonki, jakie wisiały w naszej kuchni w czasie Bożego Narodzenia. Czytam i znajduję tyle prostej mądrości w tej małej książce. Dla siebie i dla Dzieci. Jutro poczytamy wspólnie. Może zaczniemy od historii o Świętym Mikołaju? Może o osiołku? A może o oczach zgadujących. Zobaczymy.
Dzisiaj już Dzieci śpią, a ja za chwilę do Nich dołączę. Nie zarywam dzisiaj nocy. Jutro wstaję o świcie i zaczynam długi dzień.
Dobranoc!

Od październik
Od październik
Od październik

26 października 2010

O jesieni, kolorach i Dziewczynce z papierówką

Jeszcze jesień, jeszcze kolorowo, jeszcze powyżej zera. Jednak kiedy dzisiaj mijałam park, zapachniało końcem jesieni. Kolory wydały mi się bardziej szare. Przygaszone. Smutniejsze. Może zabrakło słońca? A może listopad, który stoi w progu tak mnie nastraja. Niezmiennie kojarzy mi się z miesiącem, w którym już i jeszcze. Już nie jesień, a jeszcze nie zima. Zazwyczaj przynosi pierwsze mrozy. Czasami pierwszy śnieg. I sprawia, że liście już tylko pod stopami szelszczą, zamiast szumieć na drzewach. A mimo to go lubię. Trochę przekornie. Lubię listopadowe wieczory z dobrą książką, którą czytam i dzięki której o wszystkim innym na chwilę zapominam. Lubię listopadowy zwyczaj parzenia pierwszej i każdej kolejnej zimowej herbaty z cytryną, pomarańczą i goździkami. Sama nie wiem, czy bardziej za smak czy zapach, który wypełnia całą kuchnię. Lubię ciepło bijące od komnika. I lubię listopad za to, że z jego nadejściem zaczynają się moje przygotowania do świąt. Zaczyna ogarniać mnie świąteczny nastrój, tak bardzo kontrastujący z listopadową aurą. Pieczemy pierwsze pierniczki. Piszemy listy do Świętego Mikołaja. Czytamy wigilijne opowieści i opowieści o zimie. Dmuchamy na zmarznięte szyby samochodu i rysujemy na nich serca. A w tym roku pewnie dodatkowo samoloty i walec ;) Koniecznie. Dla Chłopca. I rozpisałam się na temat listopada, którego jeszcze nie ma. O którym wcale dzisiaj nie zamierzałam pisać, a który zaprowadził mnie z końcem października do świąt ;)
Wracam więc do jesieni. I do Młodszej Siostry. Długo nie pisałam o przedszkolu. Czekałam na moment załamania, który zazwyczaj po kilku dniach lub tygodniach nadchodzi. Byłam gotowa nieść wsparcie, rozmawiać, przytulać, pocieszyć. Nie musiałam ;) Przedszkolny kryzys się nie pojawił i chyba nas najzwyczajniej ominął. A miałam tyle obaw. Tyle wątpliwości. Tyle "ale" do przedszkola, do którego trafiliśmy bardziej z konieczności niż z wyboru. Jest dobrze. Jest znacznie lepiej niż się spodziewałam. Pod każdym względem. Młodsza Siostra stawia w nim swoje małe milowe kroki. Coraz dokładniej koloruje, coraz staranniej rysuje, coraz pewniej wchodzi dla swojej sali - prawie zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy. I to cieszy najbardziej. Podobnie jak małe wielkie pamiątki, które przynosi czasami do domu. Jak ta papierówka - bardzo dosłowna ;) Stoi na moim biurku i aż pachnie. Tak mi się podoba.
Udanego wieczoru!
Jeszcze październikowego ;)

Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik

Młodsza Siostra, mimochodem, przygotowując ze mną śniadanie:
"Jesteś taka piękna. I taka dobra!"

I niczego więcej nie potrzeba mi do szczęścia oprócz takich słów i takich papierówek ;)