Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KULINARNIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KULINARNIE. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2015

Sukhumvit 38

Ostatni wieczór w Bangkoku spędzamy na - znanej z doskonałej ulicznej kuchni - Sukhumvit 38. Dwa rzędy budek, które na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym od rozrzuconych po całym mieście pozostałych mobilnych minibarów, nie robi na nas specjalnego wrażenia. Siadamy przy metalowym stoliku, który w najlepszym razie zasługuje na miano vintage, na równie obskurnych metalowych krzesełkach i zjadamy najlepiej przyrządzoną kaczkę ever! Szybko przekonuję się, że wiele tutejszych potraw, szczególnie w wydaniu street food smakuje znacznie lepiej niż wygląda. Nie zwracam już uwagi na plastikowe chińskie talerzyki, które z resztkami jedzenia zostały wrzucone do wiadra wątpliwej czystości, nie myślę o tym, czy tutejsze zaplecze ma dostęp do bieżącej wody, popijam kaczkę schłodzonym piwem i cieszę się długim ciepłym wieczorem w sercu miasta. Wiem, że trafiłam pod dobry adres.

Zapachy smażonego mięsa, owoców morza, ryb, przypraw i ciepłych bananów mieszają się ze spalinami samochodów, które lawirują niespiesznie między pieszymi. Okienka miniaturowych przybytków gastronomicznych oklejone są zdjęciami i cenami, dzięki którym dowiadujemy się, że za obiad zapłacimy od 50 do 100 BTH (5-10 zł). W budce po drugiej stronie ulicy serwowany jest nasz ulubiony tajski deser - sticky rice with mango, ale tym razem odmawiamy sobie przysłowiowej wisienki na torcie. Następnego dnia czeka nas wczesna pobudka i długa droga na wyspę, a Koh Chang to już zupełnie inna historia.












12 listopada 2013

Spotkanie.

Smaki dzieciństwa przywołują wspomnienia.
Listopadowy chłód na ulicy Świętego Marcina.
Zielone tramwaje, w których nigdy nie milkły rozmowy.
Jeszcze ciepłe rogale na kuchennym stole.
Szklanka gorącej, słodkiej  herbaty z cytryną, którą tata stawiał obok świątecznych wypieków.
Nie pijam już słodkiej herbaty.
Szklanki zastąpiłam kubkami i filiżankami.
Nie marzniemy na tramwajowych przystankach.
Ale kiedy spotykamy się po kilkunastu latach, nadal nie milkną rozmowy.
Nie kończą się tematy.
Wracamy do domu w środku nocy, roześmiane i szczęśliwe.
Kiedyś przemykałyśmy na palcach obok sypialni rodziców, dzisiaj szeptem mijamy dziecięce pokoje.
Poza tym niewiele się zmieniło.
Nawet rogale marcińskie smakują tak samo.


17 października 2013

Słodki przerywnik

Między jesienną sennością, a zabieganą codziennością unosi się zapach ciasteczek z kleiku ryżowego.
Oryginalny przepis możecie znaleźć tutaj
Nasze są mniej słodkie, lżejsze, bardziej kruche i bardziej sezamowe. 


1 paczka kleiku ryżowego (160g)
2 duże lub 3 mniejsze jajka
1/2 kostki masła
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1/3 lub 1/4 szklanki cukru / ksylitolu - w zależności od tego, jak słodkie lubicie ciasteczka
4 czubate łyżki wiórków kokosowych
4 czubate łīżki sezamu
konfitura (jeśli chcecie dodawać jej do ciasteczek, bo same też smakują wyśmienicie)

Łączymy wszystkie składniki i wyrabiamy z nich ciasto. Z ciasta formujemy kulki, delikatnie je rozgniatamy kładąc na blaszkę wyłożoną papierem
do pieczenia i robimy w nich małe wgłębienie. Można je wypełnić ulubioną konfiturą, a następnie piec w temperaturze 180 stopni (termoobieg)
do zarumienienia.

Są naprawdę smaczne. Jedne i drugie. 
I pachną obłędnie!
Doskonałe jako słodki dodatek do imbirowej herbaty, na chłodne jesienne dni.
Smacznego.


12 grudnia 2012

Chorujemy :(

Od wczoraj wszyscy chorujemy. Oznacza to mniej więcej tyle, że na zmianę walczymy z gorączką, niezmiennie z katarem i kaszlem, a w wolnych od gorączki chwilach próbujemy cieszyć się przygotowaniami do świąt.
Każdego dnia odkrywamy wspólnie nowe zadanie adwentowe i przyznam, że trochę już tych przygotowań za nami :) Mamy światełka i świąteczne wieńce, pieczemy i ozdabiamy pierniczki, rysujemy zimę, zapalamy pierwsze tej zimy lampiony mandarynkowe, przygotowujemy świąteczne paczki dla innych dzieci, wieszamy karmnik dla głodnych ptaków, w ostatnią sobotę odkurzyliśmy sanki, a w niedzielę rozpoczęliśmy sezon narciarski.

Dzisiaj będziemy robić renifery, o których za chwilę na blogu, bo ogromnie mi się spodobały :)

A wczoraj wyjmowałam z piekarnika kolejne blaszki z piernikowymi cudami. Nie wiem, który to już raz, ale z całą pewnością nie ostatni. Przy okazji dzielę się przepisem, który w porównaniu ze wszystkimi poprzednimi wydaje się być błyskawiczny.


Pierniczki świąteczne

0,5 kg mąki
20 dkg miodu
12 dkg masła
łyżeczka sody oczyszczonej
1 jajko
10 dkg cukru pudru
1 paczka przyprawy do pierników

Suche składniki należy dokładnie wymieszać. Następnie dodać jajko, masło i miód. Wyrobić na jednolitą masę i włożyć do lodówki. Ciasteczka smakują najlepiej, gdy ciasto leżakuje w lodówce od kilku do kilkunastu dni, jednak można je upiec tego samego dnia. Pieczemy w temperaturze 160 stopni (termoobieg) do zarumienienia.

Smacznego!














20 września 2012

Naleśniki. Analogowo :)

Zdopingowana przez Delie i Patrycję, zeskanowałam swoje analogi, które spędziły rok w aparacie, a następnie kilka miesięcy przeleżały w kopercie, którą dobrze schowałam :) Jak się okazuje nie tylko przed Dziećmi.
Na początek naleśniki. Uwielbiane w naszym domu.
Najczęściej z dżemem, słodkim twarogiem lub smażonymi jabłkami.
A mi się marzą naleśniki wytrawne.
Lub słodkie inaczej.
Macie jakieś sprawdzone pomysły?




Dobrego czwartku!

23 lipca 2012

Wakacyjne smaki

Śniadania jadaliśmy w domu, wakacyjne i niespieszne. Obok zimnej kawy stawiałam talerz z pomidorami i listkami świeżej bazylii. Smak i zapach dojrzałego, soczystego lata. Polubiłam chorwacki kozi ser, dojrzały, twardy i ostry. Niezwykle wyraźny w smaku, delikatne pachnący. Tęskniłam za polskim ciemnym pieczywem.



W porze lunchu miałam większy apetyt na książkę niż na jakikolwiek posiłek :) Między jednym rozdziałem a następnym sięgałam po zimnego arbuza, nadzwyczaj słodkiego i soczystego.



Brakowało mi na wyspie tamtejszych owoców i warzyw, które z początkiem lipca dojrzewały dopiero w ogrodach. Prawie dojrzałe granaty, brzoskwinie, cytryny, figi i oliwki zieleniły się na drzewach i krzewach. Kupowaliśmy na targu słodkie figi, lekko twarde brzoskwinie, które dojrzewały w papierowej torbie i rozpływające się w ustach małe morele, ale nie było w nich nic z dobrodziejstwa chorwackiej natury. Myślę, że przybyliśmy dwa tygodnie za wcześnie :)


Najmilej wspominam nasze wieczorne biesiadowanie, połączone z długimi spacerami do miasteczka i jeszcze dłuższymi powrotami do domu. Zamawialiśmy schłodzone białe wino, grillowane kalmary, małże i ryby. Lignje na żaru absolutnie podbiły moje serce, podobnie jak serca Dzieci podbiła tamtejsza pizza Capriciosa ( po chorwacku miesana :). Na cienkim cieście, krucha i delikatna. Niemal tak dobra jak toskańska :)






Zdarzało się, że przed posiłkiem pojawiał się na stole koszyczek z ciepłym białym chlebem i pasta rybno-jajeczna, lekko pikantna, doskonale przyprawiona. Zdarzało się, że kelnerka była niezwykle uprzejma i uśmiechnięta, choć zazwyczaj brakowało mi południowej gościnności i serdeczności, do której przywykłam w czasie włoskich wakacji. Może wynikało to z tłumnie przybywających gości, dla których czasami zabrakło stolika, a może południowa mentalność wcale nie jest równa południowej mentalności?


Dzisiaj na śniadanie czarny chleb i gorąca latte. Pyszności ;)
Dzisiaj za moim oknem słońce (!), po raz pierwszy od wielu dni.
Dzisiaj na mojej liście nieskończona ilość rzeczy do zrobienia.
Lubię takie dni.

Udanego poniedziałku Wam życzę!

17 kwietnia 2012

Zapach czekolady

Można nie lubić czekolady, można być na diecie i mieć silne postanowienie na ten tydzień. Można. Ale kiedy zapach czekoladowych babeczek rozpływa się po całym domu, trudno się oprzeć. Zjadłam jedną. Niemal wytrawna ;) Umiarkowanie słodka, mocno czekoladowa. Zostały jeszcze trzy, ktoś chętny?



Ekspresowe babeczki czekoladowe.

4 jaja
150ml oleju z pestek winogron
3/4 szklanki fruktozy
1 i 1/3 szklanki mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
2 łyżki ciemnego kakao

Jaja, olej i fruktozę zmiksuj na jednolitą masę. Mąkę dokładnie wymieszaj z sodą, cynamonem i kakao, a następnie powoli dodawaj do masy, ciągle mieszając, aż wszystkie składniki dokładnie się połączą. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni, nakładaj ciasto do foremek wypełniając 1/3 ich objętości i piecz ok 10 minut.

Myślę, że można do ciasta dodać kawałki gorzkiej czekolady, rodzynki lub orzechy. Można babeczki posypać cukrem pudrem i podawać jeszcze ciepłe z dużą latte.

Smacznego!



PS I jak doskonale komponują się z naszą nową czekoladową sofą!

29 marca 2012

Ciastko z dziurką i piosenka.

Pyszne.
Proste.
Kruche.
Z powidłami śliwkowymi smakują doskonale.
I poprawiają nastrój w pochmurne dni.

Ciastka z dziurką.

400g mąki
200g masła
100g fruktozy
ulubiony dżem, konfitura, powidła lub owoc

Do miski wsyp mąkę i fruktozę, a następnie dodaj pokrojone w kostkę masło i posiekaj w misce za pomocą noża lub drewnianej łopatki. Wymieszaj składniki i wyrób ciasto na jednolitą masę. Zagniecione ciasto zawiń w folię i wstaw do lodówki na minimum 30 minut.
Po wyjęciu z lodówki odłamuj małe kawałeczki, formułuj z nich kulki o średnicy 2-3cm, a następnie delikatnie rozgnieć każdą z nich i zrób pośrodku niewielkie wgłębienie. Do ciastek można dodać dowolną konfiturę, dżem, powidła lub owoc.
Piecz ok. 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni, do momentu aż ciasteczka przybiorą złoty kolor.

Smacznego!



Młodsza Siostra uwielbia śpiewać. Ostatnio skupiona nad klockami lego nuciła taki oto przedszkolno-świąteczny miks ;)

My jesteśmy krasnoludki hooop sa sa
Pod grzybkami mamy budki hooop sa sa
Chwaaała na wysokości, chwaaała na wysokości
Aaa poookóóój naaa zieemiii.
Chwaaała na wysokości, chwaaała na wysokości
Aaa poookóóój naaa zieemiii.

Udanego dnia!

9 marca 2012

Weekend. I tiramisu ;)

Właśnie wróciłyśmy ze Starszą Siostrą od lekarza.
Szkarlatyna ;(
Czekają nas kolejne dni w domu, oby nie tygodnie.

Nie mam planów na weekend.
Jedynie cichą nadzieję, że Chłopiec i Młodsza Siostra nie dołączą do Dziewczynki.
Nakładam sobie kolejną porcję tiramisu i zastanawiam się, jakby smakowało z herbatą Earl Grey zamiast kawy. Według letniego przepisu Maggie ;)
Muszę koniecznie spróbować.
A dzisiaj mój ulubiony deser w mojej ulubionej odsłonie.
Na każdą porę roku, na każdy dzień, na najlepszy i najgorszy wieczór.
Zawsze spełnia swoją rolę po mistrzowsku.





Tiramisu
(porcja dla 6-8 osób)

500g serka mascarpone
4 żółtka (warto kupić naprawdę dobre jajka, ja zawsze używam świeżych jaj klasy 0 :)
4-5 łyżek fruktozy (w zależności, jak bardzo słodkie desery lubimy; można zastąpić cukrem pudrem)
ok. 400 ml mocnej, świeżo parzonej kawy
ok. 30 podłużnych biszkoptów (niecałe dwa opakowania, najczęściej używam Vicenzovo)
6 łyżek likieru Amaretto

Przygotowania zaczynam od zaparzenia mocnej kawy. Zawsze używam kawy sypanej, nigdy rozpuszczalnej. Odstawiam kawę do wystygnięcia i zagotowuję niewielką ilość wody w średnim garnku. W tym czasie ubijam mikserem żółtka z fruktozą na jednolitą masę. Zdejmuję garnek z wodą z ognia i przez kolejne 2 minuty ubijam żółtka na parze. Masa nabiera wówczas puszystości, staje się jaśniejsza i jednolita.
Do ubitych i schłodzonych żółtek dodaję serek mascarpone i mieszam dokładnie łyżką. Jeśli będziecie nadal używać miksera, masa może stać się zbyt wodnista.
Kawę przelewam do naczynia, w którym będę zamaczała biszkopty i dodaję likier Amaretto. Każdy biszkopt zanurzam w kawie tylko przez chwilę, aby deser nie był zbyt płynny i nigdy nie polewam biszkoptów kawą, kiedy są już ułożone w naczyniu. Na wyłożone biszkopty wykładam pierwszą część masy i posypuję przez bardzo drobne sitko ciemnym kakao. Powtarzam całą czynność dwa lub trzy razy, w zależności od wielkości naczynia. 
Gotowy deser przykrywam i wstawiam na min. 5 godzin do lodówki.
Najbardziej smakuje mi jednak podany następnego dnia, z dużą latte i po lekkim obiedzie.

Smacznego!
Życzę Wam wspaniałego weekendu :)



29 lutego 2012

Pomidory i Chłopiec z tatuażem ;)

Coraz częściej kupuję pomidory i coraz częściej odnajduję w nich smak pomidorów.
Nie, jeszcze nie pachną tak, jakbym chciała, ale już nie smakują jak papierowa torebka, w której przynoszę je ze sklepu. 
Z ciepłym chlebem (razowym z kaszą gryczaną - pycha!), mozarellą i świeżą bazylią smakują wybornie. Szczególnie dzisiaj.

A wczoraj rządziły u nas pieczątki.
Miało być tak:

A było tak :) 

Chłopiec przekonywał mnie przez całe popołudnie, że to wcale nie pieczątki, a tatuaże. Cóż, nie znam się. Niech i tak będzie. 

Czytam Złą Matkę Ayelet Waldman. Nic szczególnego, nic ambitnego, prawie same oczywiste rzeczy, o których pewnie wszyscy od zawsze wiemy. 
A jednak pomaga :)
Dziękuję moja droga Przyjaciółko!

Dobrego dnia!