Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIESPODZIANKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIESPODZIANKA. Pokaż wszystkie posty

9 czerwca 2011

Podoba się Wam? Do you like it?

Nowa grzywka Starszej Siostry. Praca własna Dziewczynki ;)
Dlaczego obcięłaś sobie włosy?
Oj mamo, wyrówna się.
Chyba jednak się nie wyrówna. Czekają nas wakacje z grzywką na bakier. I sobotnia uroczystość rodzinna z awangardą w tle. Moje Dzieci nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać.

New Older Sister's bangs. Girl's own work ;) My children will never stop surprising me.

Od Czerwiec 2011
I piosenka, której słucham dzisiaj. Hey hey...

And a song I listen today. Hey hey...



p.s. Dodam jeszcze, że pierwszą grzywkę Dziewczynka obcięła dwa lata temu. Obcięła i próbowała przykleić na klej w sztyfcie, ale ponieważ plan się nie powiódł, przypięła ją sobie spinkami. Miałam tego nie zauważyć ;)))

p.s. The first bangs the Girl cut two years ago. She cut it and tried to stick it with glue stick. As the plan failed, She fastened it with the clips ;)))

11 kwietnia 2011

Słodka sobota

Od kwiecień 2011
Była naprawdę słodka.
I pełna małych niespodzianek.
Przybiegła do mnie rano na bosych stopach.
Przyniosła w małych dłoniach prezenty hand made ;)
A potem tort urodzinowy, którego się zupełnie nie spodziewałam!
Zapachniała różami i tulipanami.
Telefon na zmianę dzwonił i dawał znać o kolejnej wiadomości.
Szelenie miłe.
Za oknem deszcz, wiatr i wszystkie odcienie szarości.
Urodzinowe party na wielkim kocu rozłożonym przed rozpalonym kominkiem.
Ciepło. Głośno. Smacznie.
Udało mi się zdmuchnąć wszystkie świeczki ;)
I obejrzeć film we dwoje.
Poproszę o więcej takich chwil, dni, wieczorów.
Do niezapomnienia.
I do powtórzenia.
Koniecznie.

Od kwiecień 2011

Udanego poniedziałku!

10 marca 2011

Niebieski Koralik. Trochę wiosny. I krótkie cięcie ;)

Od Marzec 2011
Pamiętacie rozbitą brodę Starszej Siostry? W drodze do szpitala Dziewczynka cały czas mówiła o Niebieskim Koraliku, który sprawiłby, że broda sama się zagoi. Bez pogotowia, bez szwów i bez łez. Gdyby tylko był w tamtej chwili w dłoni Dziewczynki. Niestety, na pocieszenie miałam tylko białą chusteczkę na otarcie łez i obietnicę nagrody niespodzianki za to, że była taka dzielna. Bo była. Bardzo!
Dzisiaj już Dziewczynka nie pamięta o rozbitej brodzie, ale kilka osób pamiętało o Dziewczynce z rozbitą brodą ;) Od pewnego czasu nasza skrzynka na listy stała się nagle skrzynką pełną skarbów. Skarbów dedykowanych przede wszystkim Starszej Siostrze. Były życzenia od Kuby i od Zuzi, kartki i piękne dziecięce rysunki, najpiękniejsze i moje ulubione Anioły (ale o tym będzie osobny wpis :) i oczywiście Niebieski Koralik!
Kiedy dotarł do nas po raz pierwszy, przyklejony na zimową kartkę z różową wstążeczką, był pęknięty. Nie przetrwał trudów podróży Pocztą Polską ;( Dziewczynka jednak postanowiła, że to jest bardzo ważny i bardzo piękny Koralik, który należy zostawić na kartce, z wstążeczką i oprawić w ramkę ;) Tak właśnie zrobimy.

Od Marzec 2011
Od Marzec 2011
Kilka dni później przyszła kolejna koperta zaadresowana do Dziewczynki, z kolejnym Niebieskim Koralikiem - tym razem całym (!) - z książką i kilkoma zimowymi kartkami. Wzruszające są takie chwile, małe a tak wiele znaczące gesty, takie zwyczajne zimowe popołudnia, które dzięki Wam stają się nagle niezwykłe.

Od Marzec 2011
Od Marzec 2011
Dzisiaj specjalne podziękowania dla Was. Za te skarby znalezione w skrzynce pocztowej, za pamięć, za to, że w takich chwilach jesteście z nami bardziej ;) I dla Chłopca. Za Niebieski Koralik i za wstążeczkę w kolorze pudrowego różu, która szalenie spodobała się Dziewczynce. Za książkę, przy której śmialiśmy się w głos razem z Tatą i Dziewczynami. Za śniegowe kartki.

Pewnego dnia, kiedy jeszcze nie było Koralika, w drodze do szkoły rozmawiałyśmy i talizmanach i małych nieszczęściach, które z pewnością by się nie wydarzyły, gdyby taki talizman znajdował się w dłoni lub w kieszeni.
Mamo, kiedy już będę miała Niebieski Koralik, to pierwszą rzeczą, o którą Go poproszę, będzie, aby nigdy przenigdy nie tracił blasku i swojej magicznej mocy.
Że też Karolcia na nie wpadła na ten pomysł ;)

Na oknie kwitną hiacynty w kolorze wstążeczki ;), a za oknem od wczoraj powietrze pachnie wiosną! Jeszcze zimno, momentami mroźno, ale już wystawiam twarz w stronę słońca i czuję, że coś się zmienia. Nadchodzą cieplejsze dni, lepsze dni. Czekam na chwilę, kiedy wybiorę się na pierwszy spacer w rozpiętym płaszczu i bez czapki. Długi spacer!

Trochę mojej własnej pierwszej wiosny - na kuchennym parapecie, która rozkwita, pachnie i każdego dnia wprawia mnie w lepszy nastrój. Bo lubię kwiaty. Ogromnie!

Jeszcze zielone, zaledwie kilka dni temu.

Od Marzec 2011
I dzisiejsze, w porannym słońcu, które rozlewało się po całym domu i przypomniało mi, że czas najwyższy umyć okna!

Od Marzec 2011
Dzisiaj wybieram się do fryzjera ;) Ostateczna decyzja i radykalna zmiana - nie wiem jeszcze, jak będzie, ale będzie krótko! Trzymajcie kciuki, aby było dobrze ;)

Udanego dnia!

21 grudnia 2010

Jabłkowniczek na święta

Dlaczego nie? Tradycyjnie na naszym stole stawiamy sernik, pierniczki i obowiązkowo makowiec. Ale czy do tego nie pasowałby jabłecznik? Pachnący, rumiany, z kruszonką. Prosty i jeden z najsmaczniejszych jakie kiedykolwiek jadłam. Zadebiutował w naszym domu spontanicznie w niedzielne popołudnie i podbił nasze serca. Chłopiec kilka razy podchodził do piekarnika i sprawdzał, czy to już. Ja pilnowałam, aby sprawdzając nie wszedł do środka, bo chyba był gotów ;) Jabłkowniczek - jak nazywa go Ula, od której dostałam kolejny doskonały przepis - zniknął w ciągu niespełna dwóch godzin. Nie pamiętam, ile dokładek trafiało na dziecięce talerzyki. I na talerz Taty, który zażyczył sobie dorosłych porcji ;) Ja też - choć miłośniczką słodkiego nie jestem - przepadłam bez reszty i dzisiaj po raz kolejny skusiłam się na to ciasto.
Nie pozostaje mi nic innego, jak podzielić się z Wami nowym przepisem. I życzyć smacznego ;)

Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Dwie dodatkowe atrakcje w czasie, kiedy ciasto było już w piekarniku - okruszki dla Chłopca i niespodziewany prezent dla Młodszej Siostry ;) Któż nie lubi takich niespodzianek!

Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień

Jabłkowniczek

3 szklanki mąki
1 szklnka cukru (dla tych, którzy lubią mało słodkie ciasta, pół szklanki)
4 jaja
1 margaryna
1/2 szklanki cukru pudru
6-8 jabłek

Jabłka obieramy ze skórki i kroimy na plasterki.

Do miski wsypujemy mąkę i cukier, a następnie dodajemy cztery żółtka i pokrojoną w kostkę margarynę. Margarynę warto wcześniej wyjąć z lodówki, aby nie była zbyt twarda. Ugniatamy ciasto, z którego robi się kruszonka.

W osobnym naczyniu ubijamy pianę z białek z dodatkiem cukru pudru. W oryginalnym przepisie jest jeszcze 1 paczka budyniu, ale ja nie dodawałam, a ciasto wyszło obłędne, więc pozostaję przy wybrakowanym przepisie ;)

Na wysmarowanej margaryną / masłem blaszce wykładamy dno kruszonką z 1/3 ciasta. Na kruszonce układamy plasterki jabłek, który przykrywamy kołderką z ubitych białek. Na koniec wszystko przysypujemy kruszonką z pozostałego ciasta.

Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 45 minut. Ciepły, rumiany i pachnący jabłkowniczek nieziemsko musi smakować z dodatkiem lodów waniliowych. Jeszcze nie próbowałam, ale wiem to na pewno ;) Sam też jest pyszny.

9 grudnia 2010

Szczenięce przedszkole.

W naszym domu. Wczoraj. Przez jakiś czas. Na szczęście :) A szczęście było nie do opisania. W oczach Starszej Siostry, na policzkach Chłopca, w głosie Młodszej Dziewczynki. Zapach szczęścia wypełnił cały dom. A potem został już tylko zapach szczeniaków, który Starsza Siostra uznała za mało pachnący ;) Trafiły do nas przypadkiem, prosto z ulicy, choć na niej też przypadkiem się znalazły. Pięć małych wyżłów na miękkich łapach. Nieporadne kroki, małe mokre nosy kreślące ślady na kuchnnej podłodze, uszy wpadające do miski i te psie spojrzenia. Małe jest piękne.
Właściciele odebrali je późnym popołudniem i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, żadne z Dzieci nie prostestowało przy rozstaniu z czworonożnymi przyjaciółmi. Nie było fochów, smutków ani łzawych pożegnań, co wydawało mi się niuniknione. Wszyscy wrócili do swoich zajęć tak, jakby nic szczególnego w międzyczasie się nie wydarzyło. Nie spodziewałam się takiego happy endu ;)

Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
To ostatnie zdjęcie lubię najbardziej. Dialog bez słów, niewidzialna nić porozumienia. Tylko Starsza Siostra to potrafi. Z każdym napotkamym zwierzakiem.

Od grudzień

Dzisiaj dużo ziarna i BW. Było ciemno, a ja nie miałam lampy. Zresztą nie lubię lampy, a ziarno owszem ;) Najważniejsze, że udało się chwycić tych kilka chwil.

Za oknem zaczął pruszyć śnieg, w tle cicho rozbrzmiewa Arvo Pärt odkryty u Maggie, a na biurku pachnie pomarańczowa herbata. Chłopiec śpi w swoim pokoju. Kiedy się obudzi, pojedziemy na zajęcia do przedszkola. A wieczorem, kiedy zaśnie już cały dom, zaparzę sobie pysznej kawy i będziemy z Delie tworzyły kolaże na jutrzejszą Noc Mandarynkowych Lampionów ;)

3 grudnia 2010

Noc Mandarynkowych Lampionów

Mandarynkowymi lampionami zachwyciłam się po raz pierwszy rok temu, kiedy zobaczyłam je na blogu Delie. W tym roku pierwsze pomarańczowe lampki zapłonęły w naszym domu wczoraj. Zapłonęły i zapachniały. Zapłonęły też w domu Chłopca i w ten sposób powstał pomysł, aby zaprosić Was do wspólnej zabawy i zorganizować Noc Mandarynkowych Lampionów. Dzisiaj kilka kolaży z naszego tegorocznego debiutu. Za tydzień chciałybyśmy stworzyć kolaż, w którym znajdą się również Wasze zdjęcia ;) Jeśli lubicie zapach mandarynek i ciepło świec ubranych w odcienie pomarańczy, zróbcie swoje własne lampiony. Na Wasze zdjęcia czekamy do przyszłego czwartku, aby w piątkową Noc Mandarynkowych Lampionów podzielić się z Wami wspólnym kolażem. Myślę, że będzie piękny i bardzo świąteczny.
A dzisiaj dobrej nocy i kolorowych snów!

Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień

Adwentowy kalendarz pełen niespodzianek

Bardzo chciałam w tym roku kupić adwentowy kalendarz. Kalendarz, który mogłabym wykorzystać w kolejnych latach - piękny, klasyczny, prosty, zachwycający. Te, które sprawiały, że moje serce zaczynało bić szybciej okazały się być poza zasięgiem cenowym. Może przyszłej zimy takie cudo zagości w naszym domu. A może jeszcze kolejnej. Zaczekam. Pewnego dnia stanie on na moim parapecie :) A tymczasem nad parapetem naszej jadalni wisi nasz domowy tegoroczny, którym obiecałam się z Wami podzielić. Nie jest nawet w połowie taki, jakim go sobie zaplanowałam, ale jest i cieszy. Miał być zawieszony równiótko, w półkolu, a każda niteczka jest innej długości. Miał być turkusowo-kremowy, z malutkimi kopertami w jednym rozmiarze. Jest kolorowy, a koperty są duże i małe, wszystkie jednak większe od tych, których szukałam. Uroki prowincji. W najlepiej zaopatrzonym sklepie wykupiłam chyba cały asortyment kopert ;) Każdego dnia Starsza Siostra otwiera jedną kopertę. Z kolejnym numerem. Czyta na głos zadanie, jakie Dzieci mają do wynkonania. Zazwyczaj wspólnie ze mną lub z Tatą. Czasami zadanie dla całej naszej rodziny. Otwiera kopertę z wypiekami na policzlach, szuka małej karteczki, a kiedy czyta, ma błyszczące, szczęśliwe oczy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio adwentowe oczekiwanie sprawiało nam tyle radości. Nam wszystkim, bo nic nie cieszy bardziej niż magia dziecięcego zachwytu. Zachwytu nad małymi, prostymi rzeczami, które potrafią sprawić, że zwykły grudniowy dzień staje się wyjątkowy. I choć nasz kalendarz wyszedł mało świątecznie przez róże, żółcie i fiolety, które wkradły się mimochodem, sprawił, że poczuliśmy magię świąt. Mimo wszystko. Odliczamy kolejne dni. Czekamy. I patrzymy na świat, który po raz kolejny tego tygodnia zaczyna tonąć w bieli.

Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień

Za oknem od godziny sypie śnieg. I choć słońce skryło się za cieżkimi chmurami, choć zrobiło się ciemniej i chłodniej, jest pięknie. Może jutro uda nam się zrealizować zadanie, zaplanowane na wczoraj, a podmienione ukradkiem - lepienie śniegowego kota ;) A potem jeszcze pierwsza wyprawa na sanki. I coś, co przygotwałyśmy z Delie specjalnie dla Was na dzisiejszy wieczór. Niespodzianka ;) Ciepła i bardzo świąteczna. I wiele wiele innych pomysłów, pozamykanych w kolorowych kopertach.

Udanego weekendu!

29 listopada 2010

Są takie rzeczy

Znalazłam dzisiaj w skrzynce list. Rzadkość w naszych współczesnych zabieganych czasach. Czasach telefonów komórkowych, sms-ów i e-maili. Napisany do Starszej Siostry z okazji Jej urodzin. W lawendowej kopercie. Przemierzał Polskę niemal dwa miesiące (!) zanim do nas dotarł, ale tym większą radość nam sprawił i tym większą okazał się niespodzianką.
Czytam go po raz kolejny. Inny wymiar. Zapomniałam już jak to jest. Dostawać listy. Pisać list. Dotykać, powiesić na lodówce lub nad biurkiem. Włożyć do torebki. Zapomnieć o nim i przypomnieć sobie kiedyś, nagle, pijąc samotnie kawę w obcym dużym mieście. Odnaleźć go w książce, która przeleżała na półce całe miesiące. Zaczytać się ponownie. Poczuć zapach papieru. Spojrzeć na litery, które nie są tak doskonałe, że aż nudne. Staranne czy niestaranne, zawsze tak bardzo osobiste. Znaleźć w nim liście brzozy, pod którą został napisany. Są takie rzeczy, które sprawiają, że zatrzymuję się na chwilę, zwalniam, pochylam się nad nimi. Znajduję czas. Jak ten list właśnie. Jak każdy list, który trafia do naszego domu.
Dobrej nocy.

Od listopad
Od listopad
Od listopad

25 listopada 2010

Deszczowy Ludzik i pierwszy śnieg

Deszczowy Ludzik, którego dzisiaj rano dostałam do Młodszej Siostry w przedszkolu będzie mi się kojarzył z pożegnaniem jesieni. Deszczowy Pan na pożegnanie deszczowych dni i powitanie tej pierwszej, jeszcze delikatnej i nieśmiałej zimy. Zimy, która z nieba sypie lekkim, niemal przezroczystym puchem. Która topi się na czarnych chodnikach, ale zostaje chwilę dłużej na dachach domów i samochodów. Dzisiejszy poranek. Uśpiony dom i delikatne światło latarni za oknem. Białe dachy sąsiednich domów. Budzę Dzieci, które wyskakują z ciepłej pościeli i jeszcze ze snem pod powiekami biegną do okna sprawdzić, czy to się dzieje naprawdę. Małe zaspane buzie, na których maluje się ogrom szczęścia i niedowierzania jednocześnie. Jest! Jest śnieg. Młodsza Siostra mówi szeptem "Mamo patrz, okruszki śniegu!". A na półce stoi Deszczowy Pan, ze srebrną fajką w ustach ;)
Udanego dnia!

Od listopad
Od listopad
Od listopad

18 października 2010

Szara, wcale nie smutna paczka ;)

Uwielbiam niespodzianki! Jeszcze poranek leniwie podnosił się nad sąsiednimi domami, kiedy w progu stanął listonosz. Z szarą, wcale nie smutną paczką ;) A w paczce wszystko, o czym ostatnio pomyślałam, co sobie wymarzyłam na chłodne, jesienne dni. Na długie fotograficzne spacery. Na mroźne zimowe poranki, które niebawem nadejdą. Od Przyjaciółki ze studenckich lat ;) Ogromnie miło. Skąd wiedziałaś, że czapka miała być szara? Że szal wymarzyłam sobie długi na cztery metry? I te rękawiczki z jednym palcem ;) Cudne. Wszystko. Dziękuję! Jesteś Czarodziejką, teraz to wiem na pewno ;)

Od październik
Od październik
Od październik
Od październik

W szarej paczce była jeszcze książka. A może powinnam napisać, że była książka przede wszystkim? Klasyczna setka, czyli co powinna mieć w szafie każda kobieta z klasą. Zajrzałam ukradkiem do książki, a potem do swojej szafy. Ta druga prezentuje się marnie. Czas zacząć nadrabiać zaległości ostatnich lat ;)

Od październik
Od październik
Od październik
Od październik

Udanego popołudnia!