Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

10 sierpnia 2013

Morze

Słony zapach wakacji. Jeden z ulubionych. I wcale mi nie przeszkadza wiatr, który przewraca kartki książek. Ani nawet wszechobecny piasek, który zawsze wraca z nami w zakamarkach toreb, torebek i walizek. Dawno nie byłam nad morzem. Nie licząc dwóch dni spędzonych w nadmorskich włoskich miasteczkach, z których przywieźliśmy garść kamieni i drewnianą żaglówkę Chłopca.

Dzisiaj nad stolicą siwe chmurne niebo, a pod jabłonią dziadków pierwsze złote liście. Na szczęście powietrze jeszcze pachnie latem. Oby jak najdłużej.

Kilka niebieskich kadrów z okolic Portofino.
Kamieniste małe plaże, strome skaliste zbocza i wysokie drzewa.
Długi spacer nadmorską promenadą i białe sukienki tańczące na wietrze.
Dobre wspomnienia. W sam raz na deszczowe sobotnie przedpołudnie :)










27 lipca 2012




Ruszamy w dalszą wakacyjną podróż.
Starsza Siostra będzie budowała dom na drzewie, tratwę i szałas w lesie. Czeka nas kolejne rozstanie i kolejne obozowe wrażenia. Fajnie :)
Czekając na powrót Starszej Siostry będziemy spacerowali brzegiem morza, budowali zamki z piasku, kolekcjonowali muszelki i bursztyny.  Chłopiec z uśmiechem od ucha do ucha opowiada, że wybiera się nad morze z piaskiem :) Mam nadzieję, że nie przydadzą się kalosze i sztormiaki, które przezornie spakowałam do walizki. Mam nadzieję przeczytać kolejnych kilka książek i tym razem nadrobić zaległości filmowe. Mam nadzieję pojawić się tutaj od czasu do czasu z nadmorskimi pozdrowieniami.

Bez względu na to, gdzie będziecie, słońca Wam życzę na nadchodzące tygodnie!
Do zobaczenia.

23 sierpnia 2011

Wieczorem słońce wpada do morza.

Wieczory nad morzem to moja ulubiona pora dnia. Kiedy słońce zawisa nisko nad wodą i chwilę później wpada do morza, w ciszy przerywanej jedynie szumem fal i krzykiem mew. Lubię milczenie spacerowiczów, zapatrzonych w czerwono-złotą kulę, która powoli niknie za horyzontem. I niebo, które po zachodzie słońca jeszcze płonie, a potem blednie i ostatnie różowe nitki rozpływają się na niebieskim tle. Lubię zapach wieczoru, bo tylko o tej porze dnia morze pachnie tak bardzo i tak pięknie.
Lubię wieczory nad morzem nawet wtedy, kiedy słońce chowa się za chmurami i wszystko zastyga w odcieniach siwego błękitu. Ciemnego i ciężkiego, a jednak niosącego spokój.
Moje ulubione wspomnienia z tamtych dni.
Na dobranoc.




Ślimak w wykonania Chłopca :)



I ja, autorstwa Dziewczynki.










A na dobry sen, Sangria ;) Miłe zaskoczenie w małej nadmorskiej kawiarence.


Dobranoc.

Morze i Miasto.

Nasze nadmorskie migawki. Trochę zgaszonego granatu i trochę błękitu po horyzont. Moje ulubione, szerokie, piaszczyste plaże i nasze długie spacery brzegiem morza. Z Rodzicami i z Przyjaciółką. Długie dni i znacznie krótsze wieczory, kiedy zasypialiśmy wsłuchani w szum wiatru i stukanie deszczu o parapet.















To było moje pierwsze spotkanie z Kołobrzegiem. Pierwsze wakacje nad morzem, a jednak w mieście. I pewnie ostatnie. Bo jeśli morze, to spokój i cisza przerywana krzykiem mew. To lasy, wydmy i choć trochę wolnego miejsca na plaży. Takie wakacje są wspomnieniem mojego dzieciństwa i chciałabym, aby taki Bałtyk zapamiętały moje Dzieci.

Była też latarnia morska. Najniższa, jaką spotkałam, a jednak wystarczająco wysoka, aby spojrzeć na miasto z góry. I na port. I na plażę. I na morze, które tego dnia było niemal turkusowe.


Od Kołobrzeg





Wracając do domu znam morza, przechodziliśmy przez park. Ulubiony park Dzieci, w którym była fontanna w kształcie dmuchawca ;) W słoneczne dni chowała się w niej tęcza, której szukaliśmy biegając wokół i chwytając tysiące mikroskopijnych kropelek unoszących się wokół wielkiej kuli.
Wieczorami w fontannie zapalały się światełka, które co kilka sekund zmieniały kolory i na które Dzieci patrzyły jak na najlepsze przedstawienie. Lubiłam to miejsce ;)





Lubiłam też nadmorską promenadę - ukrytą wśród starych, wysokich drzew. Krył się w niej niesamowity spokój. Zupełnie tak, jakby właśnie w tym miejscu kończyło się miasto. Tą promenadą pojechaliśmy pewnego dnia z Chłopcem i Starszą Siostrą na spacer, wypożyczonym, trzyosobowym rowerem. Wróciłam z niego lżejsza o kilka kilogramów :)
Wzdłuż promenady rozrzucone były kioski z pamiątkami. Chińskimi maskotkami, silikonowymi piłeczkami, plastikowymi sopelkami, które - poruszane przez wiatr - mieniły się tysiącem kolorów . Dla Dzieci to były małe przystanie szczęścia, dla mnie tor przeszkód w drodze na plażę, który należało jak najszybciej ominąć ;) Znad morza przywieźliśmy muszelki, bursztyny i maleńkie bursztynowe kolczyki dla Starszej Siostry. Oraz morze piasku, który wczoraj wysypałam ze swojej walizki ;) I który jeszcze długo będę znajdowała między kartkami książek.



A Wy, lubicie polskie morze?

Udanego dnia!

22 sierpnia 2011

Daleko od siebie.

Wczoraj Starsza Siostra wyjechała na swój pierwszy obóz. Stojąc na schodach autokaru, spojrzała na mnie i łamiącym głosem wyszeptała
Będę za Tobą tęskniła, ale lepiej już wsiądę do tego autobusu.
Pięć godzin później wiedziałam już, że autokar dojechał na miejsce, a dla Dziewczynki rozpoczęły się pierwsze samodzielne wakacje. W tym samym momencie dla nas zaczął się pierwszy od dawna tydzień we dwoje. Czas na wszystko, a jednocześnie taki ogrom wszystkiego, że nie jestem pewna, czy tego czasu wystarczy ;)



Przeglądam ostatnie zdjęcia znad morza. Dziewczynka w lustrze wody o zachodzie słońca. Wydaje mi się taka duża, taka dorosła, już prawie Dziewczyna, a jednak wciąż jeszcze Dziewczynka. Jeszcze przez chwilę. Dziewczynka, która z dziecięcą beztroską skacze wysoko ponad fale, przez każdą napotkaną kałużę i każdy dół na plaży. Jestem koniem! krzyczy, mijając mnie cwałem. Dziewczynka która lubi wyzwania i nigdy się nie poddaje. Dziewczynka, która goni za przygodą i nigdy się nie nudzi.




Daleko od siebie. Czasami tego potrzebujemy. I choć nie lubię pożegnań, to ogromnie lubię powroty. I lubię nasze chwile we dwoje, tylko dla siebie, których mamy przecież tak niewiele. Dzisiaj jeszcze dzień bez planów, a może raczej dzień na planowanie. Lista rzeczy do zrobienia wydaje się nie mieć końca, ale większość z tych rzeczy to przyjemności, więc zapowiada się wspaniały tydzień. Crême de la crême :)