Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilno. Pokaż wszystkie posty

30 września 2010

Wilno cerkiewnie. I kościelnie. Cisza. Kolory. Złoto. I ogień.

Tak właśnie zapamiętałam swój spacer po wileńskich cerkwiach i kościołach. Niezwykle kolorowe. Niezwykle bogate. Niezwykle misterne. Kościoły w tym mieście często przypominają cerkwie. Choć nie zawsze. Urzekły mnie długie, cieniutkie świeczki zapalane w intencji. Piękne. W każdym takim miejscu. Prawdziwe, a nie elektroniczne lampki, jakie spotkałam w wielu barcelońskich kościołach. Może praktyczniejsze. Może bezpieczniejsze. Ale żadne migające żarówki nawet w połowie nie oddają uroku, jaki ma w sobie prawdziwy płomień. Zapalone świeczki wyglądają jak ożywione. Dają ciepło. Dają światło, które maluje na ścianach tańczące cienie. Urzekła mnie cisza. Szacunek dla tych miejsc. Szacunek dzisiaj, którego zabrakło kiedyś. Dla miejsc sakralnych Dla sztuki. Dla historii. Dzisiaj w niektórych wileńskich kościołach znajdują się sale akademickie, aula uniwersytecka, szpitale. W jednym kościele utworzono więzienie (!). Inny świat.
Urzekła mnie muzyka w jednym z kościołów. Koncert organowy. Do niezapomnienia. Gdybym potrafiła pisać o muzce, poświęciłabym jemu osobny wpis ;)
Urzekli mnie ludzie. Tacy sami, a jednak inni. Satrsze kobiety w chustkach na głowach. Starsi mężczyźni w swoich najlepszych garniturach, często pamiętających ich młodzieńcze lata. Z czapkami w dłoniach. Kobiety z niezwykłym skupieniem i delikatnością zapalające świeczki. I zamyślone. Przy tych płomykach. I w ławkach.
Na dobranoc zostawiam Was z blaskiem świec i kolorami w misternych złoceniach.
Życzę Wam równie kolorowych snów ;)

Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień

27 września 2010

Powrót do Wilna. Chłodna jesień. I wieczór w paski.

Wracam do Wilna. Do wspomnień z naszego czerwcowego weekendu we troje, na które wcześniej zbrakło czasu. Bo wakacje stały za progiem. Bo koniec przedszkola Starszej Siostry. Bo początek przedszkola Siostry Młodszej ;)
Przeglądam zdjęcia. Odkurzam wspomnienia. I już wiem, że kiedyś wrócę do tego miasta. Bo w ciągu zaledwie trzech dni zajrzałam jedynie tu i tam. W wybrane zakamarski wileńskiej kultury. Historii. A chciałabym jeszcze. Chciałabym więcej. Trochę od kuchni poznać to miasto. Trochę więcej sztuki w nim odkryć. Trochę dłuższą noc w nim spędzić. Niejedną nawet ;)
Dzisiaj zapraszam na spacer wąskimi uliczkami samego centrum Wilna. Od sklepu do sklepu. Starsza Siostra w każdym z nich znajdowała przynajmniej jedną rzecz, która stawała się Jej marzeniem w danej chwili. Pamiętam doskonale fioletowego wełnianego kota, który dzisiaj idealnie pasowałby do TYCH kapci. Pamiętam ręcznie robione kolorowe wełniane aniołki, które chciałabym mieć na swojej choince. Wszystkie bez wyjątku ;) Pamiętam lniane obrusy, serwety, torebki, torby, szale... Pamiętam kosze lnianych i wełnianych zabawek, tak prostych i surowych, takich eko i jednocześnie ponadczasowych, że pasowałyby do każdego domu. Do każdego wnętrza. Pamiętam suszony len zawieszony u sufitu małych sklepików. Pamiętam sklep z drewnianymi zabawkami, w którym nie zrobiłam żadnego zdjęcia, ale z którego przywiozłam dla Chłopca rybę w kawałkach;)

Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień

Tak było w Wilnie. W czerwcu. We troje. Dzisiaj wydaje mi się, że minęły lata świetlne od tamtego wyjazdu. Od tamtej ucieczki od codzienności. Dzisiaj codzienność jesienna. Zdecydowanie mniej pogodna niż weekend. Bez słońca. Za to z ciężkimi, siwymi chmurami. Mokra. Chłodna. Przejmująca.

Od wrzesień
Jesteśmy w domu. Prawie w komplecie, bo tylko bez Taty. I przeganiamy chorobę. Powiedziałabym, że całkiem skutecznie ;) Spędzamy czas wspólnie, co oznacza, że gromadzę kolejne zaległości na kolejne zarwane noce. Ale Dzieciaki zdrowieją. I szaleją ;) Patrzyłam dzisiaj, jak bawi się Starsza Siostra. Jak zaplata swoje pasiaste nogi. Jak staje na palcach, przeszukując najwyższe półki swojej szafki. Już nie na krześle! Jak czyta z jedną nogą założoną na drugą. Jak skacze. Jak tańczy. Jak się zmienia. Jak dorasta. Jak ten czas biegnie.

Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień

24 września 2010

Weekendowe plany

Macie już plany na weekend? Słoneczny i pogodny ;) My planujemy sobotnie wielkie porządki, bo za tydzień Goście. I małe wielkie okazje do świętowania. Niebawem.
Może pojedziemy oswajać kolejne miejsca w okolicy. Może spotkamy się z Przyjaciółmi. Może znajdziemy swoje kasztanowe miejsce, którego szukamy od tygodnia. Może zrobimy obrazy z liści. Może uzupełnimy zielnik Starszej Siostry. I pczytamy książki.
Może wrócimy do Kubusia Puchatka, który na jakiś czas został zapomniany. Bardzo lubię oryginalną angielską wersję, z misiowymi dialogami-monologami, z tygrystycznym słowotwórstwem i całym stumilowym lasem. I marzy mi się taki stary puchatkowy oryginał ;) Miałam okazję zachwycać się jednym egzemplarzem, kiedy gościliśmy w Wilnie. Przyjaciółka Starszej Siostry ma w swojej kolekcji książkę wydaną w latach trzydziestych minionego wieku. Książkę, którą czytała kiedyś Jej Babcia. Kiedy była małą dziewczynką. Niezwykła i piękna pamiątka.
A ja planuję odkryć przed Wami trochę Wilna, o którym sama na jakiś czas zapomniałam. Które pominęłam, a do którego z wielką przyjemnością dzisiaj wracam. Bo mam czas. I przeglądam zdjęcia. I na nowo odkrywam niektóre miejsca. I smaki. I wiem, że na pewno kiedyś tam wrócę.
Udanego piątku! I całego weekendu ;)

Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień
Od wrzesień

14 września 2010

Jutro

Jutro przyjeżdża moja Mama. Będzie jechała do nas całą noc, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wyprowadziliśmy się na koniec świata ;) Ale ma to swoje dobre strony. Teraz nie opłaca się przyjeżdżać do nas na weekend. Mama zostanie z nami cały tydzień! Siedem dni. Dziewczyny już liczą godziny do przyjazdu Babci, a ja nazwyczajniej w świecie ogromnie się za Mamą stęskniłam. Ostatnio nie miałyśmy dla siebie czasu. Widywałyśmy się w biegu. Mam nadzieję, że ten tydzień będzie inny. Spokojniejszy. Pomimo zaległości w pracy. I zaległości w rozpakowywaniu ostatnich kartonów. I mimo codziennego maratonu między szkołą, przedszkolem a domem.
Wiem, że Babcia przywiezie maślane ciasteczka dla Dzieci i kruche ciasteczka dla nas ;) Obiecałam sobie, że znajdę czas na kawę przy tych ciasteczkach. I herbatę. Codziennie. Dla mnie czarną lub owocową, dla Mamy zieloną.
Będą też stroje baletnic ;) Niespodzianka od Cioci Kariny. Kiedy byłam małą dziewczynką, taki strój był moim marzeniem. Marzeniem nie do spełnienia. Podobnie jak różowe baletki. Miałam za to lalkę-pozytywkę w różowej sukience, która grała melodię "Dla Elizy". Nakręcałam ją dziesiątki razy dziennie, patrzyłam jak się kręci i słuchałam. A róż był symbolem luksusu tamtych czasów - jakże innych od dzisieszych. Prawda?

Od Lipiec

Na zdjęciu kolejna migawka z Wilna. Z pokoju Dziewczynki, u której mieszkała Starsza Siostra.

9 lipca 2010

Pocztówki z Wilna.

Tym razem Wilno prawdziwe. Wilno z końcem czerwca. Kupiliśmy sandały Starszej Siostrze ;) Spakowałam krótkie rękawki, balerinki, szorty. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że mogą nam się przydać kalosze! Polecieliśmy na trzy dni. Trzy dni, z niewielkimi przerwami, padało lub lało na przemian. W tych przerwach staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej, zrobić trochę zdjęć. I polubiłam to chmurne miasto, skąpane w czerwcowym deszczu, trochę kolorowe, trochę zaniedbane, trochę wschodnie, a trochę polskie, nasze. Miasto kontrastów. Miasto, które zaskoczyło mnie kolorami! Tak jak w Barcelonie czułam kolorystyczny niedosyt, tak tutaj zaskoczyły mnie niebieskości, żółcie, zielenie i błękity kamienic, kwiaty i zieleń w podwórkach ukrytych między kamieniczkami. Wilno to obok Ostrej Bramy piękne stare kamienice i wąskie brukowe uliczki, malownicze kościoły i cerkwie. A wszystko to zachwyca i zasmuca jednocześnie. Zachwycają piękne fasady, zasmucają tyły budynków ukryte w podwórkach, które niszczeją, odpadają, umierają. W niektórych kościołach mieszczą się dzisiaj sale uniwersyteckie, szpitale i - w co trudno było mi uwierzyć - więzienia (!). Szkoda. Szkoda tych miejsc. Szkoda tej historii.
Dzisiejszym postem mam przyjemność otworzyć cykl wspomnień z Wilna. Kilka pocztówek miejsc z duszą, z historią w tle, ale też trochę Wilna artystów, trochę naszych prywatnych wspomnień z tej podróży. Podróży we troje, bo był to weekend dla Starszej Siostry. Tylko Ona i my. I jeszcze nasi wileńscy Przyjaciele, dzięki którym wybór miejsca padł właśnie na to miasto. Dzisiaj deszczowo. Pochmurnie. Z pożyczonymi parasolami. Zapraszam :)

Spacer uliczką, na której mieszkaliśmy.

Od Lipiec
Od Lipiec
I sandałki Dziewczynki, w których biegała w domu, żeby nacieszyć się nimi mimo braku słońca ;)
Od Lipiec
I turkusowy parasol pod kolo sandałków ;)))
Od Lipiec
I nasze ucieczki przed deszczem w wileńskich kawiarenkach.
Od Lipiec
Od Lipiec

8 lipca 2010

Małe Wilno

Jako wstęp do prawdziwej fotograficznej wędrówki po tym mieście. Wilno z cyklu "nie dotykać!" zauroczyło nie tylko mnie. Starsza Siostra po raz kolejny przypomniała sobie o tym, że fajnie byłoby mieć drewniany domek. Dla lalek. Gdybym tylko mogła kupić Jej taki jak ten! I te lustrzane odbicia, jak w tafli prawdziwej wody. I tyle wypracowanego detalu, który tak lubię. I drewno. I kolory. I trochę historii...

Od Lipiec
Od Lipiec
Od Lipiec
Od Lipiec
Od Lipiec

Dzisiaj miała przyjechać do nas Babcia. W drodze z przedszkola okazało się, że właśnie jedzie przed nami.
N: "Mamo, przepędź Babcię!"
Ja: ???
N: "Chcę Jej pomachać przez okno samochodu!"

Wieczorem Dziewczyny bawiły się w Panią i Psa. Młodsza Siostra (o dziwo!) była Panią, Starsza Psem.
E: "Jesteś moim psem?"
N: "Tak!"
E: "To haucz!"
Skoro pies robi hau, to chyba jednak hauczy, a nie szczeka ;)