Skończyło się na antybiotyku, jak nigdy.
Chłopiec od tygodnia w domu, ze mną, z nosem przyklejonym do szyby, bo przecież pierwszy śnieg.
Wyciągnęliśmy karton z książkami o zimie i świętach.
Czytamy.
Budujemy Laponię, która zajmuje cały pokój Chłopca, z saniami, reniferami i... palmą ;)
Niech i tak będzie.
Słuchamy kolęd i Christmas Songs, a kiedy szukam książek, Chłopiec zauważa pudełka z bombkami i wykrzykuje "Mamo, znalazłem święte pudła!".
Nie wiem, jak to się stało, że z końcem października myślimy już o świętach.
Nucimy Jingle bells i Let it snow.
Dzisiaj rano przyniosłam Chłopcu śnieg, z którego przyrządził zupę śniegową z liśćmi hortensji. Dla robaczka (?). A teraz resoraki garażują w zmywarce. Podobno z wyższego poziomu można polecieć na Marsa :)
Dobrego dnia Wam życzę!
Kolejny weekend tuż tuż :)
I dialog z ostatniego weekendu.
Młodsza Siostra bawi się z koleżanką. W zabawie są przyjaciółkami, jedna jest chora, a druga ją odwiedza. W pewnej chwili Młodsza Siostra bierze koleżankę za rękę i mówi:
"Jak umarniesz, przyjdę na twój pogrzeb."
Nie można usłyszeć nic bardziej budującego.


























































