Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZMIANY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZMIANY. Pokaż wszystkie posty

18 lipca 2011

Nowe miejsce.

Widok z okna naszej sypialni. I cisza. I zapach pól, które ciągną się po horyzont i za które wieczorem spada gasnące słońce. Polubiłam to miejsce od pierwszego spotkania i cieszę się, że na jakiś czas zostanie naszym domem ;)

Od Lipiec 2011
Od Lipiec 2011
A na moim parapecie mięta, którą dzisiaj zasadzę w ogrodzie. Wiedzieliście, że mięta kwitnie? Ja nie wiedziałam. Miła niespodzianka spotkała mnie po powrocie z wakacji ;)

Od Lipiec 2011
Pozdrawiam Was z nowego miejsca.
Jak tylko rozpakuję ostatni karton, zapraszam na szklankę mięty z lodem z cytryną.

Udanego tygodnia!
Ewa

11 lipca 2011

Nie pożegnałam się z Wami przed wakacjami. Nie zdążyłam. Nie życzyłam Wam udanych urlopów, ciepłych i pełnych słońca. Nie napisałam ani słowa o tym, jak wspaniale Starsza Siostra zakończyła swój pierwszy rok w szkole i o zmianach, które po raz kolejny przed nami. Mam nadzieję, że choć część z tych rzeczy uda mi się nadrobić. Mam nadzieję, że początek Waszych wakacji był taki, jaki sobie wymarzyliście i że kolejne tygodnie tego lata będą jeszcze wspanialsze. Mam nadzieję, że uda mi się pozbierać myśli, a potem ubrać je w słowa i fotografie tak, aby zabrać Was w małą podróż po toskańskich miasteczkach. Na kilka spacerów wąskimi włoskimi uliczkami, które toną w słońcu, a czasami giną w cieniu i zawsze, niezmiennie zachwycają. Przywiozłam ze sobą wspomnienia obrazów, smaków i zapachów. Ciepłego wiatru, zamglonych poranków i wieczorów na małym placyku, który znajdował się przed naszym domem. Była tam jedyna w miasteczku restauracja, a my często bywaliśmy jej jedynymi klientami, kiedy nadchodziła pora kolacji. Siadaliśmy wówczas przy długim stole i gubiliśmy się w rozmowach przy włoskim winie. Nasze Dzieci gubiły się w wąskich uliczkach, aby chwilę później wrócić z czarnymi, bosymi stopami i najpiękniejszymi uśmiechami, jakie ostatnio gościły na ich małych twarzach. Wakacyjna pełnia szczęścia ;)

Od Toskania 2011
Wróciliśmy dzisiaj wieczorem. Zmęczeni długą drogą, ale szczęśliwi. To były wakacje, o których marzyłam. W miejscu, które od dawna chciałam zobaczyć. Wspaniałe dwa tygodnie pod słońcem Toskanii. Do niezapomnienia. I do powtórzenia ;)

Przede mną trudny tydzień. Powrót do codzienności bardziej zabieganej niż zwykle. Kolejna zmiana i kolejna przeprowadzka. Za tydzień będę piła poranną kawę w nowym domu ;) Trochę dalej od miasta, za to blisko Przyjaciół. Z widokiem na zachód słońca i pola po horyzont.

Udanego tygodnia Wam życzę!

31 maja 2011

Wielki Dzień Małego Chłopca / Little Boy's Big Day

Jutro Chłopiec po raz pierwszy pójdzie do przedszkola.
Zupełnie niespodziewanie, ale może tak jest lepiej.
Lepiej dla mnie ;)
Mniej czasu na rozmyślanie, co by było gdyby...
Pójdzie beze mnie, za to ze Starszą Siostrą.
Pójdzie od razu na (prawie) cały dzień, z leżakowaniem włącznie.
A ja postaram się jutro nie myśleć wyłącznie o tym, jak Mu tam jest.
Postaram się nie tęsknić i nie martwić.
Postaram się nie dzwonić i nie pytać.
Postaram się.
A potem wrócimy do domu.
I spędzimy razem długie popołudnie.
Bardzo wyjątkowe popołudnie ;)
Bo przecież jutro jest nie tylko Wielki Dzień Małego Chłopca.
Jutro jest Wielki Dzień Wszystkich Dzieci.
Czekam na niego niecierpliwie.
Z radością i z niepokojem.
Z motylami w żołądku.
Z paczką chusteczek w torebce.
Mam wielką nadzieję, że nie przydadzą się ani mi, ani Chłopcu.
Dobranoc, pchły na noc ;) - jak mawia Chłopiec.
Karaluchy pod poduchy.
Niech Wam się przyśni koszyczek wiśni!

Mały update. Jutro już jest dziś. Pękam z dumy, bo byłam dzielna, a Chłopiec jeszcze dzielniejszy. Lubię takie dni!


Od Untitled Export Maj 19
Tomorrow my little Boy goes to a kindergarten.
For the first time.
Quite unexpectedly, but maybe this is better.
It's better for me ;)
Less time for thinking about what would happen if ...
I can't be with Him tomorrow.
But His Big Siter will ;)
Tomorrow I'll try not to think only about Him.
I'll try not to miss Him so much and not to worry all the time.
I'll try not to call the kindergarten and not to ask, how He is doing.
I'll try.
And then we'll come back home.
And we'll spend a very special afternoon together ;)
Because tomorrow is not only a Little Boy's Big Day but also Children's Day.
So, I'm waiting for tomorrow.
Impatiently.
Happy and anxious at once.
With butterflies in my stomach.
With a pack of wipes in my bag.
I hope, we won't need them.
Neither I nor my little Boy.
Good night, sleep tight, don't let the bedbugs bite ;) - as the Boy says.


A little update. Tomorrow has already come ;) My Boy smiled at me and ran to the children!
Have a nice day!

21 lutego 2011

Porządki. Przedmioty. Wspomnienia.

Porządkując przedmioty porządkuję wspomnienia. Dzisiątki książek. Dziesiątki słów zakreślonych, zapamiętanych, zapomnianych. Setki zdjęć, które z rzadka znajdują swoje miejsce w albumie, choć od dawna obiecuję sobie, że to sie zmieni. Stos płyt, które czekają na swoje miejsce, a których nie potrafię ułożyć w żaden logiczny sposób. Leżą na jednej z półek i czekają. Niby cierpliwie, a jednak mój wzrok potyka się o nie zbyt często. Kilka filmów, do których lubię wracać. I kilka takich, do których już nigdy nie wrócę. Muszą znaleźć nowych właścicieli ;) Dokumenty, rachunki, pamiątki. Powstaje nowy porządek. Nowy ład w mocno okrojonym składzie. Pożegnania były trudne, ale dzisiaj jestem z siebie dumna, że się na nie zdobyłam. Że znalazłam silę, aby przebrnąć przez setki spraw i wspomnień. Że znalazłam dla nich nowe miejsca, niekoniecznie w naszym nowym domu. Że ostatecznie bez żalu wyniosłam kilkanaście kartonów tam, skąd się nie wraca i niczego nie przynosi z powrotem. Mam więcej światła. Mam więcej powietrza. Mam bardziej poukładane myśli i wspomnienia. I miejsce na nowe. Na lepsze. Na to, co przede mną. Brakowało mi tego ogromnie. Ostatnie dwadzieścia lat przepakowane, rozpakowane lub pożegnane na zawsze.

Kilkadziesiąt niewysłanych zaproszeń na nasz ślub. Dzisiaj służą do zapisywania notatek, ale lubię czasami zajrzeć na drugą stronę. Budzą wspomnienia. Jedne z ulubionych.

Od Luty 2011
Niekture lektury pamiętają moje szkolne czasy i zapach biblioteki w moim rodzinnym domu. Lubiłam bardzo ten zapach i całą ścianę półek, na których tematycznie Mama układała kolejne tomy i tomiki. Zawsze fascynowały mnie te najstarsze, z pożółkłymi kartkami, bardziej zniszczone, ale niosące ze sobą coś więcej niż słowa i obrazy. Trochę historii. Codzienności sprzed dzisiątek lat.

Od Luty 2011
Z parapetu Starszej Siostry Muminek śledził moje zmagania z żywiołem. Od świtu do zmierzchu. Z jego perspektywy stosy książek musiały wglądać jak nowojorskie drapacze chmur z lotu ptaka ;)

Od Luty 2011
I kilkanaście dyskietek! Zupełnie zapomniałam o ich istnieniu. Moja praca magisterska na jednej z nich ;) Pamiętacie? BASF, db boeder, Verbatim...

Od Luty 2011
Od Luty 2011
Nuty dawno zapomniane. Czekają na swój czas, na kolejną Dziewczynkę. Lub Chłopca ;) Na nowy stary instrument, który - mam nadzieję - kiedyś ponownie stanie w naszym salonie.

Od Luty 2011
I wiele innych. Wspomnień, spraw i przedmiotów. Do niektórych jeszcze będę wracała, a tym, które pożegnałam na zawsze dedykuję dzisijeszy wpis ;)

7 lutego 2011

Mroźne pocztówki i oczekiwanie na wiosnę

Porządki w szafach, na półkach i na dysku. Te ostatnie zajmują najwięcej czasu, ponieważ robię je przy okazji, ale powoli każde zdjęcie znajduje właściwe miejsce. Tysiące fotografii, zatrzymanych chwil, które z biegiem czasu nabierają innego znaczenia. Dobrze jest wrócić do nich ze świeżym spojrzeniem i odkrywać je na nowo. Kiedyś nie wyrzucałam żadnych zdjęć, dzisiaj dojrzałam do takich pożegnań, choć są niezwykle trudne. Dzięki nim wybrane i zachowane kadry nabierają jeszcze większego znaczenia, stają się jeszcze bardziej wyjątkowe i ważne. Patrzę na nie inaczej, dostrzegam na nich rzeczy, gesty, kolory, których wcześniej nie widziałam. Budzą wspomnienia, które dzięki nowemu porządkowi stają bardziej poukładane i wyraźniejsze. Im mniej folderów pozostaje niepoukładanych, tym chętniej siadam do komputera, ze zdwojoną siłą i nadzieją, że już wkrótce moja mrówcza praca dobiegnie końca.

Dzisiaj jeszcze trochę mrozu, który w styczniu malował szyby mojego samochodu, a który znalazłam dzisiaj przeglądając styczniowe fotografie. Wszystkie te zdjęcia zrobiłam jednego dnia, o tej samej porze ;) Jak widać zima niejedno ma imię.

Od Luty 2011
Od Luty 2011
Od Luty 2011
Od Luty 2011

I wiosna, która za chwilę rozkwitnie na kuchennym parapecie. Na różowo, fioletowo i biało. Czekam na te kolory i szukam cebulek z tulipanami. Białymi koniecznie, co wydaje się graniczyć z cudem. Jednak jestem cierpliwa i do znudzenia wypytuję o nie panią w kwiaciarni. Może jednak zamówi.

Od Luty 2011


Udanego popołudnia!

3 lutego 2011

Wiosenne porządki

Na wyczarowanie wiosny. Za oknem jeszcze zima, ale jakby mniej pewna siebie. Dużo słońca i sople, które na przemian topią się i zamarzają. Czekam na dzień, w którym już nie zamarzną. Robię wielkie porządki, pierwsze takie od kilku lat. Zamykam pewien etap życia, rozpoczynam następny. Czuję się trochę tak, jakby Nowy Rok nadszedł właśnie teraz, a nie z początkiem stycznia. Wyrzucam kolejne zapełnione kartony. Potrzebuję więcej miejsca, więcej światła, więcej przetrzeni. Na półkach, w szafach, w pokojach. Potrzebuję swojego miejsca do pracy, w którym będę mogła zamknąć się sam na sam ze swoim sprawami. Staram się polubić nowy dom, bo swoje prowincjonalne życie chyba już polubiłam ;)

Od Styczeń 2011
Od Styczeń 2011
Przy okazji tego generalnego sprzątania powstaje totalny chaos. Paradoksalnie właśnie on prowadzi mnie do nowego porządku i motywuje do pracy na pełnych obrotach. Umiarkowany porządek groziłby przekładaniem pudełek z jednego miejsca na drugie, a plan jest taki, aby połowę tych pudełek wyrzucić. Radykalne pożegnania z przedmiotami, które od lat są bezużyteczne i niepotrzebne, a jednak budzą mniej lub bardziej szczególne wspomnienia, bywają trudne. A jednak od tygodnia udaje mi się trwać dzielnie w swoim postanowieniu i już widzę światełko w tunelu, na końcu którego jest prwdziwy koniec ;) O rzeczach, jakie trafiają przy tej okazji w moje ręce będę musiała poświęcić osobny wpis. Niejeden chyba. A dzisiaj jeszcze trochę tej zimy, które jeszcze za oknem. Prawda, że piękna? Mimo wszystko ;)

Od Styczeń 2011

31 stycznia 2011

Niedzielny zimowy spacer. Słońce odbija się w śniegu, a my mrużymy oczy. Babcia pożycza Młodszej Siostrze swoje okulary. Duże i ciemne, za którymi już prawie nie widać Dziewczynki ;) Przed nami gródki działkowe, uśpione i zmarznięte. Cisza. I piękne światło. Starsza Siostra wspina się na drzewa, zwinnie i szybko mimo grubego kombinezonu i śniegowców. Kiedy się tego nauczyła?! I gdzie? Przyglądam się Dziewczynce. Patrzę w błękitne bezchmurne niebo i na gałęzie drzew. Wypatruję pierwszych znaków wiosny, choć wiem, że jeszcze zbyt wcześnie. Styczniowe tęsknoty za cieplejszymi dniami. Wracamy do domu. Po drodze szukamy śladów w śniegu i sopli na dachach ogródkowych domków. Na tyle małych, że stając na palcach, mogę ich dosięgnąć. Trzy największe rozdzielam między Dzieci. Sopli trzeba koniecznie spróbować językiem i stwierdzić, że są zimne jak śnieg. Można z nich zrobić nos Pinokia, a potem patrzeć przez lód na słońce. Wszystko można, jeśli ma się w dłoni sopel lodu i jest się dzieckiem. W domu czeka na nas gorący rosół, z którego Babcia specjalnie i wyłącznie dla Starszej Siostry przygotowuje pomidorówkę. Rosół jest okrutny ;) A ja tę właśnie zupę lubię najbardziej w takie zimowe mroźne dni.
Udanego poniedziałku!

Od Styczeń 2011
Od Styczeń 2011
Od Styczeń 2011
Od Styczeń 2011
Od Styczeń 2011
Od Styczeń 2011

23 grudnia 2010

Zmiany zmiany

Kolejna zmiana. Nieplanowana. Nieoczekiwana. Zostajemy w domu na święta. W nowym domu, który jeszcze nie do końca jest naszym domem. Chłopiec ma znowu gorączkę, a Młodsza Siostra jeszcze walczy z przeziębieniem. Wczoraj byliśmy prawie spakowanie, a lodówka świeciła pustkami. Dzisiaj stoję w kuchni i przyrządzam zupę rybną. A potem rybę po grecku i swój pierwszy bigos. Będzie też ciasto z cukinii oraz imieninowy jabłkowniczek. Obowiązkowo makiełki, a eksperymentalnie rosyjskie świąteczne smaki w postaci ryżu z rodzynkami i mandarynkami. Na słodko. Mam nadzieję, że mimo wszystkich tych przeciwności będą to udane święta.
Wczoraj wieczorem Dzieci przygotowywały plasty pomarańczy, które mają ozdobić choinkę i kominek. Starsza Siostra po raz pierwszy samodzielnie wkładała blachę do rozgrzanego piekarnika. W moich wielkich czerwonych świątecznych rękwicach ;) Niezapomniany widok. I to wrażenie, że w domu mam już naprawdę dużą Dziewczynkę. Niemal Dziewczynę, a z całą pewnością pomocnicę. Miłe. I wzruszające.
Wczoraj miały być życzenia, a dzisiaj już słodkie lenistwo w stolicy. Los miał dla nas inne plany ;) Dlatego dzisiaj jeszcze ostatnie świąteczne przygotowania. A jutro zapraszam na imieninową kawę. Z szarlotką.

Każda zabawa z plateliną kończy bardzo dokładnym manicure. Tym razem jeszcze przed ;) Z czarnej plasteliny powstał (trzeci już w naszej szopce!) Jezusek. Czarny oczywiście :) Muszę koniecznie zrobić zdjęcia tej niezwykłej społeczności, która zebrała się w naszej stajence.
Od grudzień
Obok suszonych plastrów pomarańczy, były też klementynki z goździkami, które dzisiaj nieziemsko pachną w kuchni ;)
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień
Od grudzień

6 października 2010

Słodkie środy czyli nowe zwyczaje w nowym mieście

Słodkim dniem w naszym domu jest sobota. I tylko sobota. Tak było do tej pory. W nowym miejscu pojawił się jednak nowy zwyczaj, który łamie naszą słodką sobotnią zasadę. Jest to wyjątek i chyba na dłużej pozostanie w naszym planie tygodnia ;) W środy Strasza Siostra ma dodatkowe lekcje angielskiego. Lekcje odbywają się na Starówce i po każdym takim spotkaniu wybieramy się ze Starszą Siostrą na lody. Tak było do tej pory. Kiedy jeszcze było ciepło. I bardzo słonecznie. Lody na ławce z widokiem na rynek i małą fontannę ;) Jednak dzisiaj już nie było pogody na ławkę. Na lody owszem, ale z ciepłą szarlotką i gorącą czekoladą. Trafiłyśmy do herbaciarni, w której przez najbliższe miesiące będziemy stałymi środowymi klientkami. Jestem tego więcej niż pewna! Sto rodzajów harbat do wyboru ;) Domowe ciasto. I wybór kawy. Pysznie. Takich miejsc w nowym mieście jest niewiele. Właściwie to nie ma ich wcale, więc tym milej jestem zaskoczona. Że ktoś wpadł na taki pomysł. Że urządził to miejsce za niewielkie pieniądze - w stylu lat sześćdziesiątych ;) Pierwszy raz spodobały mi się stylonowe obrusy i tanie papierowe serwetki, które przypominają klimat kawiarni mojego dzieciństwa. I wiele innych detali. Adapter. Płyty winylowe. Kilka starych książek. I dzisiejsza gazeta, która w tym miejscu wygląda jak dziennik poznański, który czytywał mój Dziadek ;) Stolik przy oknie z widokiem na zapomniany ogród. I zupełnie nie moje kolory żółci, pomarańczów oraz zieleni, które dodają miejscu ciepła. Podoba mi się. Wszystko. Podoba mi się też czas, który podczas tych spotkań mamy tylko dla siebie. Ja i Starsza Siostra. Słodkie chwile wykradzione w środku tygodnia ;) Dzisiaj piłam herbatę malinową, za tydzień wybiorę coś, czego jeszcze nigdy nie próbowałam. Dziewczynka już zażyczyła sobie Królewnę Śnieżkę. Każdą z herbat można otworzyć, powąchać, wypić na miejscu lub kupić i zabrać do domu. Prawdziwy festiwal herbaty. Prawdziwy Tea Time :)

Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik
Od październik

A skoro już wspomniałam o języku angielskim, to na deser jeszcze porcja dialogu ;) Odbierając Dziewczynkę ze szkoły dowiedziałam się, że uczyli się dzisiaj prostego wierszyka w tym języku. O ziemniakach.
One potato, two potatoes, three potatoes four
Five potatoes, six potatoes, seven potatoes more
One potato, two potatoes, three potatoes four
Five potatoes, six potatoes, seven potatoes more

I nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby Starsza Siostra, która całkiem nieźle włada tym językiem, nie wyśpiewała mi ziemniaka jako "Patejtoł". Ups! Skąd to A? Wszelkie próby przekonania Dziewczynki, że wcześniej mówiła dobrze, a teraz jest źle - na nic. Nie pomogła też konsultacja i autorytet Pani, do której chodzimy na prywatne lekcje i która jest Native Speaker. Pani w szkole powiedziała A, więc Ona będzie mówiła A. Tak jak cała klasa. Na moje tłumaczenie, że Pani Native wychowała się w Anglii i zna ten język najlepiej ze znanych nam osób Starsza Siostra odparła:
"Mamo, to są dwie różne panie. I każda z nich może mieć swoje zdanie."
Dzisiaj zrozumiałam, jak wielkim autorytetem jest dla Dziewczynki szkoła. I dobrze. Z angielskim sobie poradzimy, a szkoła niech pozostanie ważna i lubiana ;)

9 września 2010

Brakczas. I czas na zmianę ;)

Miało być o tym, co lubię. Przegrałam jednak wyścig z czasem. Nie nadążam. 24 godziny w ciągu jednej doby to zdecydowanie za mało! Poproszę o kilka dodatkowych. Może być kilkanaście. Przynajmniej na nadchodzące dni.
Byłam dzisiaj u fryzjera. Pierwszy raz od dawna. Chwila dla siebie. Nawet więcej niż chwila ;) Kiedy wróciłam do domu Chłopiec mnie nie poznał! Ukłucie w sercu. Po chwili idę z Chłopcem na ręku i pytam "Gdzie jest mama?". Badawczy wzrok Chłopca zatrzymuje się na mojej twarzy i pada szybka odpowiedź z palcem wymierzonym w mój samochód "Tam!". Wspólny obiad przełamał lody. A przecież nawet nie zmieniłam koloru! Może trochę ciemniejszy odcień. Grzywka, której wcześniej nie było. I krócej tam, gdzie było dłużej. Starsza Siostra stwierdziła, że moje włosy są teraz czarniejsze ;) Młodsza zapytała tylko "Co Ci się stało z włosami?" Na szczęście nie jest tak źle. Powiedziałabym nawet, że jest dobrze ;) Tylko ten czas... Za mało. Za szybko płynie. Umyka.
Na dobranoc sierpniowy kadr złapany u naszych Przujaciół z cyklu małe jest piękne ;)
Dobranoc! Ja wracam do pracy. Gonić czas i nadrabiać zaległości.

Od wrzesień